Invisible Trial System – bezprzewodowy neurostymulator


Jednym ze sposobów leczenia przewlekłego bólu (np. onkologicznego), zwłaszcza niereagującego na terapię farmakologiczną, jest stosowanie neurostymulatorów (np. urządzeń do stymulacji sznurów tylnych rdzenia kręgowego, ang. spinal cord stimulation, SCS). Są to niewielkie, wszczepiane chirurgicznie urządzenia, które wysyłają łagodne impulsy do mózgu, dzięki czemu dochodzi do zmiany lub przerwania sygnałów bólowych. Zanim przeprowadzi się zabieg implantacji neurostymulatora, pacjent uczestniczy w etapie testowym. Niestety, to właśnie wtedy wiele osób rezygnuje z takiej terapii. Przeszkadza im okablowanie urządzenia testowego, nie mogą też poradzić sobie z jego obsługą.

Invisible_Trial_EPG_ipad

Dlatego też duże nadzieje wiąże się z Invisible Trial System, nowym urządzeniem firmy St. Jude Medical, które właśnie otrzymało akceptację Amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków (FDA). Wykorzystywany podczas etapu testowego neurostymulator składa się z niewielkiego zewnętrznego generatora impulsów, który przyczepiany jest na plecach pacjenta za pomocą taśmy. Pacjentowi nie przeszkadzają kable neurostymulatora, ponieważ komunikacja z urządzeniami zawiadującymi jego pracą odbywa się bezprzewodowo za pomocą technologii Bluetooth. Lekarze, którzy ustalają i oceniają terapię przeciwbólową z użyciem Invisible Trial System, robią to, korzystając z iPada mini, a pacjenci mają do dyspozycji iPod Touch do samodzielnego dostosowywania opcji. Dzięki aplikacji lekarze mogą także uzyskać zestawienie informacji na temat przebiegu terapii podczas okresu próbnego. Tak więc zamiast nieporęcznych kontrolerów i kabli pacjenci korzystają z bardzo wygodnej opcji, dzięki czemu szybciej mogą dostosować się do terapii neurostymulatorem.


PillBox – elektroniczny dyspenser leków, rewolucja w przestrzeganiu zaleceń


PillBox jest inteligentnym asystentem przyjmowania leków, skierowanym przede wszystkim do osób przewlekle przyjmujących leki oraz do ich opiekunów. Rozwiązanie współpracuje z platformą dr Poket.

kitchetable

Urządzenie będzie przydatne zwłaszcza dla osób starszych, które często cierpią na wiele chorób. Dane ze Stanów Zjednoczonych wskazują, że prawie 92% osób w podeszłym wieku cierpi co najmniej na jedną chorobę przewlekłą, a 77% na co najmniej dwie. Stwierdzono także, że 40% starszych osób nie może przeczytać ulotki o leku, a 76% nie rozumie informacji, które przekazuje im lekarz.

Jak działa PillBox? Skanujemy za pomocą telefonu kod kreskowy z opakowania leku i wybieramy, dla którego z domowników jest przeznaczony lek. Aplikacja dr Poket łączy się z bazą leków Pharmindex, dzięki czemu dowiadujemy się, jakie są przeciwwskazania do przyjęcia danego leku, jak wpływa on na prowadzenie pojazdów, czy można go przyjmować w czasie ciąży i karmienia piersią oraz z alkoholem. Bardzo ważne jest też to, że otrzymujemy informacje, czy między przyjmowanymi przez nas lekami nie zachodzą niebezpieczne interakcje. Aplikacja przesyła informacje na temat dawek leku i godzin jego przyjmowania do PillBox. Urządzeniem można też sterować zdalnie (np. może to robić opiekun pacjenta lub lekarz). W odpowiednim czasie PillBox umieszcza odpowiednią dawkę leku w pojemniku i informuje nas o tym sygnałem dźwiękowym i świetlnym.

animation_work

Jeszcze przez kilkanaście dni można wesprzeć na platformie Kickstarter kampanię mającą na celu zebranie pieniędzy na produkcję elektronicznego dyspensera leków, PillBox. Warte podkreślenia jest to, że za projektem stoją młodzi Polacy. Opracowali już oni prototyp urządzenia i teraz zbierają pieniądze na jego dopracowanie i masową produkcję. Jeśli kampania na platformie Kickstarter zakończy się powodzeniem, urządzenie będzie dostępne w lipcu 2016 roku.

features

Cena urządzenia: dla osób wspierających kampanię na platformie Kickstarter 199$ (później 399$).


Apple Watch | nowa aplikacja dla chorych onkologicznych otrzymujących chemioterapię


Na Apple Watch nie brakuje przydatnych aplikacji, dzięki którym można mierzyć tętno czy aktywność fizyczną, jednak na razie jest to przede wszystkim ciekawy i drogi gadżet. Pojawiają się jednak próby wykorzystania go podczas leczenia poważnych chorób.

droppedImage_6

Londyński szpital King’s College testuje specjalnie napisaną na Apple Watch aplikację firmy Medopad, przeznaczoną dla pacjentów poddawanych chemioterapii. W czasie stosowania takiego leczenia bardzo ważne jest dokładne przestrzeganie przez pacjentów skomplikowanych zaleceń lekarskich, ale także szybkie reagowanie lekarzy na nowe problemy zdrowotne chorych czy działania niepożądane terapii.

droppedImage_7

Dzięki aplikacji firmy Medopad do pacjentów noszących Apple Watch docierają przypomnienia dotyczące przyjmowania odpowiednich leków we właściwym czasie, a lekarze otrzymują dane na temat stanu chorych: automatycznie przekazywane są informacje dotyczące aktywności osoby noszącej zegarek (dzięki wbudowanemu w niego akcelerometrowi), a dane na temat objawów i temperatury wprowadzane są przez pacjentów. Dysponując takimi danymi, lekarz może od razu zmienić leczenie czy dawkowanie.


Glukometr Mendor Smart 3G


3g-meter-SMART_alpha

Przewiduje się, że w ciągu następnych 5 lat dzięki zdalnemu monitorowaniu chorób przewlekłych zostanie zaoszczędzonych 36 miliardów dolarów. Duże nadzieje wiąże się z takimi rozwiązaniami zwłaszcza w terapii cukrzycy, choroby, w której wyjątkowo ważna jest regularna kontrola i kontakt między pacjentem a lekarzem.

Fińska firma Mendor, twórca produktów przeznaczonych dla osób chorych na cukrzycę, wprowadza właśnie na rynek nowy glukometr: Mendor Smart 3G. Informacje na temat pomiarów stężenia glukozy we krwi przesyłane są z niego za pomocą technologii 3G lub bezprzewodowo na serwer znajdujący się w chmurze. Zostają one następnie analizowane przez lekarza, a pacjentowi udzielane odpowiednie wskazówki dotyczące dalszego postępowania.

Działanie glukometru zostanie już niebawem dodatkowo zbadane w pierwszych w Europie badaniach przeprowadzanych całkowicie zdalnie (w tym ze świadomą zgodą na udział przesyłaną drogą elektroniczną), współfinansowanych przez firmę Sanofi.

Mendor
Materiały graficzne: Mendor


Figure 1 – aplikacja ze zdjęciami już w Polsce


Mądre powiedzenie głosi, że obraz wart jest tysiąc słów. Nic więc dziwnego, że w ostatnich latach wielkim powiedzeniem cieszą się takie serwisy społecznościowe, jak Instagram czy Pinterest. Josh Landy, internista i specjalista intensywnej terapii z Toronto, wpadł na doskonały pomysł stworzenia aplikacji dla lekarzy, pielęgniarek i studentów medycyny, obserwując, jak jego koledzy wymieniali się informacjami na temat ciekawych przypadków na korytarzu szpitala, w którym robił specjalizację.

Dzięki temu powstała aplikacja Figure 1, która od paru dni dostępna jest także w wersji przeznaczonej na polski rynek. Zasady jej działania są bardzo proste: robimy zdjęcie ciekawego (i często problematycznego dla nas) przypadku medycznego, krótko go opisujemy i udostępniamy wszystkim użytkownikom aplikacji (albo zapisujemy jako zdjęcie prywatne i przesyłamy je np. do wybranych osób). Następnie czekamy na komentarze i rady innych lekarzy. Warto też przeglądać publikowane zdjęcia, żeby poznać ciekawe przypadki. Aplikacja ta przypomina Instagram, nic więc dziwnego, że z 115 000 użytkowników, którzy zarejestrowali się w niej od 2013 roku, 20% to młodzi lekarze.

Niezmiernie ważną rzeczą, o jaką musieli zadbać twórcy Figure 1, jest zachowanie prywatności pacjentów, których zdjęcia są udostępniane. Na żadnym z nich nie mogą znajdować się szczegóły mogące służyć do identyfikacji pacjenta (np. tatuaże). Możemy je zakryć dzięki opcji umieszczonej w aplikacji, która np. automatycznie wykrywa twarze użytkownika. Przed udostępnieniem innym użytkownikom Figure 1 każde zdjęcie jest oceniane przez moderatorów, którzy decydują, czy została zachowana prywatność pacjenta. W sprawny sposób można też zdobyć pisemną zgodę pacjenta (lub jego opiekuna prawnego) na udostępnienie zdjęć, wykorzystując formularz dostępny w aplikacji. Pacjent podpisuje ją na ekranie, a później jest ona przesyłana do nas na maila.

Aplikację można pobrać za darmo w App Store i Google Play.


Breeze: przenośny minialkomat do iPhone’a


Święte przykazanie każdego kierowcy powinno brzmieć: Piłeś, nie jedź. A jeśli wypiło się jeden kieliszek wina na obiad, a jest już wieczór? Najlepiej skorzystać wtedy z alkomatu (i nie mówimy tu o urządzeniu, którym zostaniemy zbadani, kiedy zatrzyma nas policja). Chodzi o nowość, która niedawno pojawiła się na amerykańskim rynku – przenośny minialkomat Breeze (cena około 100 dolarów), z którego dane przekazywane są bezprzewodowo (za pomocą technologii Bluetooth) do smartfona.

Wystarczy zainstalować aplikację na iOS lub Androida, włączyć małe niebieskie urządzenie i dmuchać w nie przez 5 sekund (oczywiście pamiętając o tym, żeby zrobić to najwcześniej po 20 minutach po wypiciu alkoholu). Alkomat nie tylko pokaże, ile mamy alkoholu we krwi, ale także poinformuje nas, kiedy będziemy zupełnie trzeźwi. Twórcy Breeze twierdzą, że pomiary robione ich produktem są równie dokładne, jak przeprowadzane za pomocą alkomatu policyjnego.

Jeśli alkomat wykryje, że mamy zbyt dużo alkoholu we krwi (oczywiście przy amerykańskim limicie 0,08 promila), zaproponuje zamówienie samochodu Uber, taksówki lub… zadzwonienie po przyjaciela.

Breeze jest ciekawym gadżetem, ale jeszcze ciekawsze są dalsze plany jego twórców. Wbudowany w urządzenie czytnik może służyć do odczytywania poziomów innych substancji w wydychanym powietrzu. W 2015 roku na rynku mają się pojawić dwa produkty: jeden odczytujący poziom siarkowodoru, który odpowiada za nieświeży oddech, a drugi – acetonu.

Firma nawiązała też współpracę z naukowcami z Uniwersytetu Stanforda w celu opracowania czytnika mającego pomóc w diagnostyce astmy czy cukrzycy.


Tymczasowy tatuaż – nieinwazyjny pomiar glikemii w cukrzycy


W kontroli wyrównania cukrzycy niezmiernie ważne jest regularne oznaczanie poziomu glukozy we krwi. Używanie nakłuwaczy jest jednak na tyle kłopotliwe i bolesne, że wiele osób nie wykonuje tych pomiarów odpowiednio często. Nic więc dziwnego, że coraz więcej firm próbuje opracować nieinwazyjny sposób pomiaru glikemii.

glucose-tattoo

Źródło: University of San Diego.

Nanoinżynierowie z Uniwersytetu Kalifornijskiego pod kierownictwem Amay’a Bandodkara opracowali ostatnio ciekawe rozwiązanie tego problemu – tymczasowy tatuaż z elektrodami na cienkim papierze, który działa na zasadzie odwrotnej jonoforezy. Po przyłożeniu prądu o niskim natężeniu do skóry do elektrody przemieszczają się jony sodowe, a z nimi glukoza, dzięki czemu można ocenić jej poziom we krwi osób, które mają tatuaż. Rozwiązanie to zastosowano już wcześniej w zegarku GlucoWatch, ale noszące go osoby skarżyły się na podrażnienie skóry. Tym razem udało się wyeliminować to niepożądane działanie, stosując prąd o jeszcze niższym natężeniu.

ac-2014-04300n_0006

Źródło: Bandodkar AJ et al. Tattoo-based noninvasive glucose monitoring: a proof-of-concept study. Analytical Chemistry 2015; 87(1): 394-98.

W obecnej wersji  tatuaż trzeba odkleić, żeby sczytać dokonane pomiary poziomu glikemii. W przyszłości urządzenie ma być wyposażone w technologię Bluetooth, dzięki której dane będą mogły być sczytywane bezprzewodowo. Ponadto wydłużeniu ulegnie czas pracy tatuaża – teraz wynosi on 24 godziny. Twórcy rozwiązania przewidują, że dzięki tej technologii będzie można określać stężenie innych składników we krwi, takich jak metabolitów, leków czy alkoholu.

k0v6iwagrnwgdlvsyzb8

Źródło: University of San Diego.

 

Na tę chwilę skuteczność i dokładność urządzenie potwierdzono w jednym badaniu klinicznym, w którym udział wzięło 7 zdrowych ochotników w wieku 20-40 lat (wyniki opublikowano w Analytical Chemistry). Zanim trafi ono do sprzedaży, muszą zostać przeprowadzone jeszcze dodatkowe badania na pacjentach.