CareKit – młodszy brat ResearchKit


iphone_6_svr_family_apps-print

O platformie ResearchKit, która dostarcza narzędzi do tworzenia wykorzystywanych w badaniach klinicznych aplikacji na iPhone’a i innych urządzeń firmy Apple, pisaliśmy z okazji jej premiery w marcu 2015 roku. Nie wiedzieliśmy jednak wtedy, jakim okaże się sukcesem. W stworzonej dzięki ResearchKit aplikacji mPower (do badania dotyczącego choroby Parkinsona) zarejestrowało się ponad 10 000 osób (zwykle w badaniach dotyczących tej choroby uczestniczy nie więcej niż 100 osób). Dzięki takiemu osiągnięciu pojawiła się szansa na rozwiązanie jednego z największych problemów związanych z tematem medycyny opartej na dowodach naukowych (Evidence-based medicine, EBM), czyli konieczności przeprowadzania i koordynacji badań na dużych grupach chorych. Jako przykład takich badań można podać badania typu CVOT (cardiovascular outcomes trials), w których oceniane jest bezpieczeństwo sercowo-naczyniowe leków przeciwcukrzycowych stosowanych u chorych na cukrzycę typu 2. Aby dostarczyły one wystarczające dane, musi uczestniczyć w nich od kilku do kilkunastu tysięcy osób z setek ośrodków znajdujących się w wielu krajach.

Zaledwie miesiąc temu zadebiutował młodszy brat ResearchKit, czyli CareKit. Tym razem jest to platforma, dzięki której powstają aplikacje mające angażować pacjentów w proces terapeutyczny, między innymi dzięki temu, że pozwalają one na zbieranie wiadomości o zdrowiu (np. za pomocą wbudowanego w iPhone’a żyroskopu i akcelerometru przeprowadza się pomiary zręczności, równowagi, pamięci użytkownika, czy nawet ocenia zmiany w jego głosie oraz w sposobie chodzenia), a potem na dzielenie się nimi z lekarzami, osobami bliskimi czy opiekunami.

carekit_800homeb_thumb800

Po spektakularnym sukcesie aplikacji mPower opracowanej dzięki ResearchKit nie dziwi wcale, że pierwszą aplikacją zapowiedzianą na CareKit był właśnie produkt dla pacjentów z chorobą Parkinsona. Będą mogli oni korzystać z aplikacji do zapisywania informacji dotyczących swojego stanu zdrowia, a także jego związku np. z przyjmowanymi lekami, co będzie można potem wykorzystać przy bardziej indywidualnym doborze terapii. Już w momencie premiery aplikacja będzie używana przez 6 głównych amerykańskich ośrodków medycznych (m.in. Uniwersytet Johna Hopkinsa i Uniwersytet Stanforda).

Chociaż musimy jeszcze poczekać na aplikację dla osób cierpiących na chorobę Parkinsona, to dostępne są już 4 pierwsze aplikacje, które powstały dzięki CareKit:

One drop2     One drop1

One Drop to aplikacja przeznaczona dla osób chorujących na cukrzycę, do której mogą wprowadzać takie dane, jak stężenie glukozy, informacje na temat spożywanego jedzenia, przyjmowanych leków czy aktywności fizycznej. Następnie użytkownik otrzymuje informacje, czy nasilenie jego objawów (np. ból czy zawroty głowy) ma związek z wyżej wymienionymi obiektywnymi wskaźnikami. Dane te oczywiście można udostępnić lekarzowi czy bliskim.

Glow Nurture2          Glow Nurture1

Glow Nurture to bardzo dokładny dzienniczek ciąży, w którym wpisuje się wszystkie ważne wydarzenia towarzyszące oczekiwaniu na potomstwo (wizyty lekarskie, wagę, objawy itp.). Wszystko to zostaje przedstawione w atrakcyjny i zrozumiały sposób, a gdyby pojawiły się jakieś niepokojące objawy, aplikacja podniesie alarm.

Glow Baby2  Glow Baby1

Kiedy już “wyrośniemy” z Glow Nurture, przyda nam się Glow Baby, czyli aplikacja, w której zbieramy i analizujemy dane na temat naszego potomstwa. Być może dzięki nim odkryjemy jedną z tajemnic wszechświata, czyli jaki jest związek z porami karmienia, zmiany pieluch i innych czynności, które wykonujemy przy małym dziecku, a jego cyklem snu…

Start2     Start1

Start to aplikacja przeznaczona dla osób chorujących na depresję. Nie tylko wpisuje się do niej dane dotyczące objawów i samopoczucia, ale także ustala własne cele, które mają pomóc w wyzdrowieniu, aplikacja przypomina też o godzinach wzięcia leków. Jednak najważniejszym zadaniem aplikacji jest jak najbardziej obiektywne pokazywanie, czy dana terapia przynosi efekty (a przypomnijmy, że na efekt terapeutyczny w przypadku terapii antydepresantami czeka się nawet 6 tygodni).


Dash – słuchawki mierzące kroki, tętno i spO2 


Przy okazji opisywania sprzętu przeznaczonego dla osób uprawiających sport zawsze przypomina mi się pytanie, jakie zadał wiele lat temu na kursie na prawo jazdy prowadzący. „Proszę państwa, jaka jest najważniejsza rzecz, bez jakiej nie może się obejść kierowca?”. Cała sala kursantów myślała długo i intensywnie (samochód? benzyna? płyn do wycieraczek?). Oczywiście nie wpadliśmy na to, że chodziło o… radio.

Tak samo jest z biegaczami. Nie można uprawiać sportu bez muzyki. Nic więc dziwnego, że Dash firmy Bragi, o których wspominaliśmy przy okazji targów CES 2015, sprzedają się jak ciepłe bułeczki. Przypomnijmy, że są to małe, bezprzewodowe słuchawki, mające wbudowaną pamięć 3,5 gigabajtów, do której można wgrać około 1000 piosenek.

bragi_dash_black_explosion

Czym jednak byłoby uprawianie sportu bez informacji o tym, jak nasz organizm reaguje na wysiłek? Dlatego słuchawki DASH zapisują w swojej pamięci również dane na temat przebytych przez nas kroków (i dystansu) oraz tętna i wysycenia krwi tlenem (saturacji). Saturacja (i przy okazji tętno) określane są metodą pulsoksymetrii (w szpitalach pulsoksymetry najczęściej zakłada się na palec u ręki). W słuchawkach znajdują się dwie małe diody LED, jedna jako źródło promieniowania czerwonego, a druga jako podczerwonego. Dobrze nasycona tlenem hemoglobina pochłania więcej promieniowania podczerwonego oraz mniej promieniowania czerwonego niż hemoglobina, w której znajduje się mniej tlenu.

Wszystkie dane można sprawdzić na smartfonie, korzystając z bezpłatnej aplikacji (Android i iOS), lub usłyszeć bezpośrednio z Dash.

screen322x572 screen322x572 (1)

 

Zaletą słuchawek jest też to, że można ustawić w nich alarm, który włączy się, jeśli wskaźniki obciążenia organizmu przekroczą ustalony poziom. Dzięki temu nie przypłacimy zdrowiem spalania kalorii po świątecznym ucztowaniu.

 

 

Dostępność: dostępne w przedsprzedaży na stronie, cena €299

 


Minispektrometr SCiO – dla ciekawych świata


Mądre przysłowie mówi, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Inaczej się jednak sprawy mają, gdy chodzi o to, co dostarczamy do naszego organizmu. Oczywiście istnieje bardzo prosty sposób na poznanie składu chemicznego wszystkich napojów, jedzenia i leków, które przyjmujemy. Wystarczy kupić spektometr. Niestety, nie będzie to tania inwestycja, a dodatkowo należy doliczyć do niej cenę pokoju, w którym umieścimy owe urządzenie, ponieważ zwykle są one całkiem spore.

Nic więc dziwnego, że bardzo zainteresował nas nowy gadżet, minispektrometr SCiO nazywany przez swoich twórców Szóstym Zmysłem. Zasada działania SCiO nie jest oryginalna, ponieważ wykorzystuje stosowaną również w laboratoryjnych spektrometrach metodę spektroskopii w bliskiej podczerwieni (każda cząsteczka oscyluje w inny sposób, generując inne widmo po interakcji ze światłem podczerwonym). Wystarczy, że oświetlimy światłem ze SCiO przedmiot, a dane o generowanym widmie zostaną przekazane na nasz smartfon (za pomocą technologii Bluetooth), z którego zostaną przesłane do serwerów w chmurze, gdzie zostaną przeanalizowane, a na naszym smartfonie znajdą się informacje na temat składu danego przedmiotu (cały proces, od wycelowania SCiO na próbkę do otrzymania danych, zajmuje około 10 sekund). Najbardziej zaskakująca jest wielkość SCiO (mieści się w dłoni i waży 35 g) i cena (249 dolarów). 

Na początku SCiO będzie działało z aplikacjami (na iOS i na Androida), które umożliwią analizę jedzenia (kalorie, zawartość składników odżywczych), stanu roślin (czas je już podlać, czy może jeszcze nie?) i leków (co to za lekarstwo wypadło nam z pudełka…), firma jednak cały czas pracuje nad nowymi zastosowaniami minispektrometru (ambitnym celem jest określanie składu wszystkiego, co istnieje). SCiO nie ma jednak akceptacji jako urządzenie medyczne, więc należy używać go np. do stwierdzania, czy w potrawie są alergeny.

Dostępność: w przedsprzedaży, cena 249 dolarów, planowana data premiery marzec 2016


STEMP – nowoczesny termometr


Mimo że obecnie mamy do dyspozycji wiele zaawansowanych narzędzi diagnostycznych, to nadal jednym z najważniejszych jest zwykły termometr (przypomnijmy, że pierwszy, bardzo prymitywny termometr, wynalazł w 1592 roku Galileusz). Oczywiście i on, w dobie czujników i technologii bezprzewodowej, przeszedł rewolucyjne zmiany, co widać bardzo dobrze na przykładzie STEMP.

STEMP to nowoczesny, dokładny (do ±0,2°C) czujnik temperatury, który umieszcza się w plastrze (33 mm długości x 20 mm szerokości x 6 mm grubości) i przykleja do skóry. Dane z urządzenia przesyłane są za pomocą technologii Bluetooth do iPhone’a lub iPada (przygotowywana jest też wersja na Androida), a temperatura może być mierzona jednorazowo albo w sposób ciągły. Znajdująca się w czujniku bateria po naładowaniu wytrzymuje aż do 30 dni, plaster nie odkleja się nawet do 10 dni. Zestaw jest wodoodporny, więc nie trzeba go zdejmować na czas kąpieli.

Bardzo przydatną opcją jest to, że w aplikacji można ustawić alarm, który powiadomi nas, gdy temperatura podniesie się powyżej określonego poziomu. Może to być wybawienie dla rodziców, którzy muszą się budzić w nocy, żeby zmierzyć temperaturę gorączkującego dziecka.

STEMP przyda się jednak nie tylko rodzicom, ale także opiekunom osób starszych (tym bardziej, że dane są przesyłane też do iCloud, więc można je odczytywać zdalnie), sportowcom czy kobietom chcącym zajść w ciążę (wzrost temperatury podczas owulacji).

STEMP na razie dostępny jest w przedsprzedaży (jego cena to 40 dolarów, później ma kosztować 50 dolarów).


Biosensory: przegląd czujników biomedycznych, które zmieniają nasze życie


Lekarzy od zawsze interesowało, co kryje się w ludzkim ciele. Oczywiście najszybciej stwierdzi się to, rozkładając człowieka na kawałki. Tylko że wtedy nie dowiemy się, jak funkcjonuje organizm pacjenta, i nie możemy już mu pomóc. Dlatego też nic dziwnego, że jednym z bardziej dynamicznie rozwijających się rynków jest rynek czujników, dzięki którym otrzymujemy informacje na temat pracy różnych narządów. Szacuje się, że do roku 2017 przychód ze sprzedaży czujników osiągnie 5,6 miliarda dolarów. Zanim jednak czujniki, tak jak aplikacje, będą już prawie do wszystkiego, zobaczmy, co w tej chwili oferują nam ich producenci.

 Athos

Nawet najlepszy trener osobisty nie powie nam, jak w czasie treningu dokładnie pracują nasze mięśnie. Skierowany głównie do osób uprawiających sport system czujników Athos, jak obiecują jego twórcy, przeanalizuje WSZYSTKO. Wystarczy założyć specjalne (całkiem twarzowe, przewiewne i pochłaniające pot) ubranie z czytnikami, żeby dowiedzieć się, jak pracują nasze mięśnie klatki piersiowej, ramion, rąk, pleców, pośladków i czworogłowe uda. Oczywiście system rejestruje także tętno i częstość oddechów użytkownika. Siłą Athosa nie jest jednak zapisywanie wyników, ale przede wszystkim ich analiza (dokonywana po przekazaniu wyników za pomocą technologii Bluetooth na smartfona). Dowiemy się, jak intensywnie pracują nasze mięśnie, jak jest z naszą równowagą, czy nawet poceniem się (które może być całkiem intensywne, jeśli weźmiemy pod uwagę, ile kosztuje cały zestaw Athos). Później otrzymujemy porady, w jaki sposób poprawić nasze osiągnięcia, a także uniknąć kontuzji (czyżby minikonkurencja dla lekarzy ortopedów?). Wszystkie wyniki zapisywane są też z sesji na sesję, dzięki czemu widzimy, jakie robimy postępy.

Strona www

Dostępne

Cena: męski zestaw na górną część ciała 398 dolarów

męski zestaw na dolną część ciała 348 dolarów

 

Elastyczny czujnik do zbierania energii

Rozwiązaniem rodem jak z powieści science fiction jest czujnik opracowany przez naukowców z uniwersytetu Illinois w Urbanie-Champaign, dzięki któremu ruch takich części ciała, jak serce czy płuca, przetwarzany jest na energię, która potem może być wykorzystywana do zasilania urządzeń wszczepialnych, np. rozrusznika serca (dzięki czemu będą one działały dłużej niż obecne, zasilane bateriami, modele). Na razie badania przeprowadzono na sercach, przeponach i płucach wołu, owcy i świni (przy otwartej i zamkniętej klatce piersiowej), a naukowcy zauważyli, że taki czujnik musi być wyjątkowo elastyczny, aby nie ograniczać pracy mięśnia sercowego. Elastyczność badanego urządzenia została sprawdzona podczas 20 milionów cykli pracy, wykazano też, że czujnik nie wywoływał toksycznej reakcji.

 

HealthPatch

Produkt reklamowany za pomocą jakże trafnego sloganu, który pasuje do wszystkich czujników: Dowiedz się więcej, dowiedz się wcześniej, zareaguj szybciej. HealthPath to czujnik biometryczny, który umieszcza się na skórze klatki piersiowej w jednorazowym plastrze (na tyle dyskretnym, że można nosić go bez problemów pod ubraniem, co więcej, można się w nim kąpać czy brać prysznic), mierzący takie parametry, jak częstość bicia serca (przeprowadzany jest też odczyt EKG), częstość oddechów i temperaturę skóry. Zebrane dane oczywiście przesyłane są na urządzenie mobilne za pomocą technologii Bluetooth. Czujnik ten skierowany jest do różnorodnych grup użytkowników, np. sportowców czy osób w podeszłym wieku (czujnik ocenia postawę ciała i zapisuje, jak często osoba go nosząca ma zaburzenia równowagi).

Strona www

Dostępne: na razie niedostępne (sensory dostały akcept FDA)

Cena: planowana około 199 dolarów

 

Hexoskin

Hexoskin to kolejne wyposażone w czujniki ubranie (czarny, przepuszczający powietrze podkoszulek, który można prać) przeznaczone dla osób uprawiających sport. Czujniki zbierają dane dotyczące intensywności wysiłku oraz jego tolerancji (częstość i regularność tętna, częstość oddechów, maksymalne zużycie tlenu, tętno maksymalne i szybkość jego normalizacji po zakończonym wysiłku), a także jakości snu, i przesyłają je za pomocą technologii Bluetooth na urządzenie mobilne (oczywiście czujnik współpracuje też z Apple Watch). Twórcy Hexoskin reklamują go jako urządzenie mające pomagać w prowadzeniu zdrowego trybu życia i jest on niewątpliwie skierowany do osób zdrowych, a nawet bardzo zdrowych (obecnie używany jest przez Kanadyjską Agencję Kosmiczną i olimpijczyków).

Co ciekawe, na targach CES 2015 miał premierę pierwszy na świecie biometryczny podkoszulek dla dzieci i nastolatków (Hexoskin Junior). Rodzice, którzy chcą, aby ich dziecko zostało w przyszłości doskonałym sportowcem, muszą liczyć się jednak ze sporym wydatkiem, bo sama koszulka kosztuje 149,99 dolarów, a wszyscy wiemy, jak szybko rosną dzieci.

Strona www

Dostępne

Cena: 399 dolarów

 

MyoLink

MyoLink to znajdujący się obecnie w fazie testów umieszczany na skórze sensor z oprogramowaniem open-source, który mierzy aktywność elektryczną mięśni (dzięki czemu dowiadujemy się, jak pracują, czy są dobrze rozgrzane i jak bardzo zmęczone), mózgu (odczyt EEG) i serca (odczyt EKG). Dane są następnie przekazywane na smartfona, ale też mogą być przechowywane w czujniku. Dzięki czujnikowi można uniknąć urazów podczas uprawiania sportu, monitorować poziom stresu, a także… dojechać bezpiecznie do celu podróży (jeśli czujnik umieścimy na głowie, może on odczytywać spadki naszej koncentracji i budzić nas alarmem, kiedy przyśniemy za kierownicą).

Strona www

Dostępne: data nieznana

Cena: nieznana

 

OMsignal

W ostatnich latach bardzo aktualnym tematem jest kwestia nadrozpoznawalności schorzeń. Dzięki czujnikom może pojawić się nowe pojęcie: nadinformacji. Na filmie z 2013 roku reklamującym OMsignal, koszulkę z wbudowanymi czujnikami (odczyt EKG, informacje o tętnie, oddechu, aktywności i poziomie stresu użytkownika), widzimy kobietę w zaawansowanej ciąży, która nawet podczas mającej ją uspokajać jogi odbiera na komórce informacje dotyczące stanu zdrowia członków jej rodziny (tętno ojca jest zbyt wysokie a mąż jest zestresowany przed spotkaniem w pracy).

Całe szczęście w tym roku jasne stało się, że technologia OMsignal, podobnie jak Hexoskin, skierowana jest głównie do sportowców. W sierpniu na rynku pojawiła się koszulka sportowa sygnowana przez znanego projektanta Ralpha Laurena, wykorzystująca właśnie technologię OMsignal (PoloTech SmartShirt).

Strona www

Dostępne

Cena: Polo Tech SmartShirt 295 dolarów

 

Proteus Digital Health

Bardzo ciekawą propozycją (i oddechem od różnych wyposażonych w czujniki koszulek sportowych) jest Proteus Digital Health, dzięki któremu możemy przybliżyć się nieco bardziej do rozwiązania problemu stosowania się do zaleceń lekarza, jeśli chodzi o zażywanie leków. Jest to szczególnie ważne w dobie politerapii i zwiększającej się populacji osób starszych, cierpiących na wiele różnych chorób przewlekłych. Uważa się, że w krajach rozwiniętych nawet do 50% osób chorujących na choroby przewlekłe nie zażywa odpowiednio leków (w samych Stanach Zjednoczonych roczne koszty wynikające z niewłaściwego przyjmowania leków szacuje się na 100-300 miliardów dolarów). Jest to szczególnie widoczne w takich chorobach jak choroba dwubiegunowa czy choroba Alzheimera.

Proteus Digital Health to naklejany na skórę biometryczny plaster oraz czujniki wielkości czubka ołówka. Czujnik, który pacjent połyka razem z lekiem, jest trawiony w żołądku, a informacje o zażyciu leku są przekazywane do plastra. Następnie zostają one przesłane na urządzenie przenośne pacjenta i jeśli wyrazi na to zgodę, do jego opiekuna i lekarza. Dodatkowo odczytywane są informacje dotyczące jakości snu i poziomu aktywności użytkownika. Proteus Digital Health jest pierwszym zaakceptowanym przez FDA systemem do mierzenia stosowalności się do zaleceń lekarza. Jest on też testowany we współpracy z angielskim NHS.

Strona www

Dostępne: data nieznana

Cena: nieznana

 

Sensoria Fitness Socks

Koszulki to nie jedyna część garderoby biegacza, w której można umieścić czujnik mierzący liczbę zrobionych przez niego kroków, szybkość, spalone kalorie i przebytą odległość. Twórcy Sensoria Fitness umieścili czujnik w… skarpetkach. Dzięki temu zapisuje on również takie informacje, jak rytm biegu, ustawienie nóg czy rozłożenie wagi w czasie ruchu (co jest bardzo przydatne, jeśli chcemy długo cieszyć się sprawnymi kolanami). Czujnik przesyła dane do elektronicznej bransoletki na nodze i oczywiście współpracuje z wyposażoną w czujniki… koszulką tej samej firmy.

Strona www

Dostępne

Cena: 199 dolarów

 

Smart Tooth

Niektóre rozwiązania z wykorzystaniem czujników są, delikatnie mówiąc, przedziwne. Naukowcy z uniwersytetu w Tajpej, stolicy Tajwanu, opracowali prototyp czujnika, który umieszcza się w sztucznym zębie. A to wszystko po to, aby zbierać informacje o tym, kiedy nosząca czujnik osoba kaszle, pali papierosy, pije alkohol, mówi czy oddycha. W ten sposób czarno na białym będzie się wiedziało, że się za dużo pali, pije, je czy mówi (kiedy wyda się kilkaset dolarów na taki czujnik i tak nie będzie nas stać na palenie, alkohol czy nawet jedzenie). Całe szczęście twórcy „mądrego zęba” mają także w planach opracowanie wersji czujnika, którą będzie się mogło umieszczać w plombie. Myślą także o odczytywaniu bardziej przydatnych parametrów, np. świadczących o kwasicy ketonowej.


10 aplikacji dla pacjenta kardiologicznego, które warto znać


Uważa się, że wymyślono już aplikacje pomagające rozwiązać wszelkie możliwe problemy (wystarczy przypomnieć sobie niesławną aplikację Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Jaworznie…). Oczywiście są lepsze i gorsze programy, bardziej lub mniej przydatne. Nic jednak nie jest tak ważne, jak dobre aplikacje ułatwiające życie pacjentom z niebezpiecznymi chorobami, takimi jak np. choroby układu krążenia. Dlatego dzisiaj przedstawiamy 10 najciekawszych, naszym zdaniem, aplikacji dla pacjenta kardiologicznego.

Coronary Angiogram eSupport

Przejście każdego nowego badania, a zwłaszcza inwazyjnego, związane jest z dużym niepokojem ze strony pacjentów. Często szukają oni źródeł informacji w Internecie, nie rozumiejąc do końca wyjaśnień lekarza albo wstydząc się zadać zbyt wielu pytań. Niestety, w ten sposób ich lęk tylko wzrasta, podsycany przez niewiarygodne informacje. Na pomoc w jednej z takich sytuacji może przyjść aplikacja Coronary Angiogram eSupport, w której umieszczone są podane w bardzo przystępny sposób informacje na temat angiografii naczyń wieńcowych (niestety, jedynie w języku angielskim). Zostały one przygotowane przez doświadczonego kardiologa i poruszają takie tematy, jak to, kiedy może być konieczne wykonanie angiografii naczyń wieńcowych, na czym polega samo badanie i jak się do niego przygotować. Podane są też informacje, czego można się spodziewać po wyniku i jakie może być zalecone dalsze postępowanie. Co więcej, twórcy aplikacji przygotowali także niezmiernie ważne informacje dotyczące okresu rekonwalescencji (odżywiania, wysiłku fizycznego, potencjalnych powikłań i ich objawów).

Dostępne: iOS

Cena: za darmo

AliveECG

Kolejna doskonała aplikacja, z której niestety nie mogą jeszcze skorzystać polscy pacjenci. AliveECG działa ze specjalną nakładką na telefon lub tablet (dostępną na razie tylko w USA, Australii, Indiach, Irlandii, Nowej Zelandii i Wielkiej Brytanii), dzięki której w łatwy sposób można zmierzyć tętno i przeprowadzić badanie EKG. Po wykonaniu badania w aplikacji można także zapisać, jakie się przyjmowało w danym momencie leki, czy wystąpiły jakieś specjalne okoliczności (wysiłek fizyczny, spożycie alkoholu itp.) lub objawy (np. duszność). Wyniki w łatwy sposób można przesłać do lekarza (w USA przy pierwszym badaniu otrzymuje się za darmo analizę wykonaną przez kardiologa).

Urządzenie otrzymało akcept Amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków (FDA) i jego dokładność wykazano w opublikowanych badaniach. Twórcy tej aplikacji zwracają uwagę zwłaszcza na jej dużą wagę w wykrywaniu migotania przedsionków, czyli jednej z najczęstszych przyczyn udaru.

Dostępne: iOS, Android

Cena: aplikacja za darmo, niezbędna nakładka na telefon lub tablet – 48.00 £

Stable Angina – NHS decision aid

Wiadomo, że pacjent, który rozumie istotę leczenia oraz jej zalety, dużo rzadziej rezygnuje z terapii. Dlatego też angielski Narodowy Fundusz Zdrowia (NHS) przygotował serię ciekawych informacyjnych aplikacji przeznaczonych dla pacjentów z różnymi chorobami. Jedną z nich jest Stable Angina – NHS decision aid, która ma pomóc osobom cierpiącym na stabilną dławicę piersiową w zrozumieniu, na czym polega ich choroba i jakie są różne możliwości jej leczenia oraz związane z nimi zalety i wady. Aplikacja pozwala też na wzięcie pod uwagę osobistych preferencji pacjenta (np. czy będzie skłonny zdecydować się na operację i jak bardzo przeszkadzają mu objawy, których doświadcza). Po przejściu przez cały proces pacjent ma w ręku informacje dotyczące najlepszego leczenia, które potem może przedyskutować z lekarzem.

Dostępne: iOS

Cena: za darmo

 

FoodSwitch UK

Niestety, aplikacji tej nie ma jeszcze dostępnej w Polsce (przygotowano wersje dla osób mieszkających w Wielkiej Brytanii, Australii i Nowej Zelandii). Zrobiła ona na nas jednak tak duże wrażenie, że postanowiliśmy o niej napisać. Wykorzystując aparat wbudowany w telefon, skanujemy kody kreskowe produktów i w bardzo przystępnej graficznie formie otrzymujemy informacje na temat całkowitej zawartości w nich tłuszczu, tłuszczów nasyconych, soli i cukru. To jednak nie wszystko: aplikacja podpowiada też, jakie produkty są bardziej odpowiednie od tych, które wybraliśmy. Jest to niezmiernie przydatne zwłaszcza dla osób z celiakią, wysokim ciśnieniem krwi czy chorobą nerek. Wersja z Wielkiej Brytanii ma wbudowaną bazę 90 000 produktów, australijska 38 000, a nowozelandzka 8 000.

Dostępne: iOS, Android

Cena: za darmo

Know Your Heart Rhythm

Co roku w Wielkiej Brytanii z powodu nagłego zatrzymania serca umiera 100 000 osób, a powikłania związane z arytmią zabijają więcej osób w Europie niż łącznie rak piersi, rak płuca i AIDS. Nic więc dziwnego, że brytyjska organizacja Arrhythmia Alliance niestrudzenie prowadzi działania mające na celu zwiększenie świadomości co do tego, jak ważne jest wczesne wykrywanie arytmii (jako ciekawostkę można podać, że jej rzecznikiem jest sławny aktor, Roger Moore). Jedną z pomocy edukacyjnych przygotowanych na zlecenie Arrhythmia Alliance jest prosta w obsłudze aplikacja wykorzystująca aparat iPhone’a do pomiaru tętna. Pacjenci mogą sami wykryć pierwsze objawy arytmii, porównując własne wyniki z przykładami dostępnymi w aplikacji. Dostępne są przykłady zbyt wolnego rytmu serca, zbyt szybkiego oraz nieregularnego. Przydatną opcją jest możliwość wysłania wyników za pomocą e-maila (najlepiej do lekarza) czy zapisania ich na później.

Dostępne: iOS

Cena: za darmo

OATBook

Długoletnie stosowanie doustnych leków przeciwzakrzepowych jest już standardem leczenia m.in. u osób, które mają migotanie przedsionków, zakrzepicę żył głębokich czy wymienioną zastawkę serca. Oznaczenia INR (International Normalized Ratio), czyli wskaźnika krzepnięcia krwi służącego do oceny skuteczności doustnego leczenia przeciwzakrzepowego (przypomnijmy, że pożądany zakres u osób leczonych to najczęściej 2,0-3,0), wykonuje się w laboratorium zwykle co 2-4 tygodnie, niektóre osoby muszą wykonywać je częściej, ponieważ te wartości są mocno chwiejne. Najbardziej wygodne jest wtedy używanie aparatów (przypominających glukometry) pozwalających na oznaczanie INR w domu. Pomiary można wtedy zapisywać w wersji papierowej albo używając bardzo prostej w obsłudze (co jej jej wielką zaletą) aplikacji OATBook. Nic dziwnego, że aplikacja ta jest tak przyjazna dla użytkownika, została bowiem opracowana przez pacjenta, który, przyjmując warfarynę, mierzył INR w domu i chciał mieć wszystkie wyniki dostępne w wersji elektronicznej, a także możliwość szybkiego ich porównania. Wyniki wyświetlane są w postaci ładnego wykresu i można je wysłać mailem do lekarza albo zapisać jako pdf czy tabelę i wydrukować. Jeśli wyniki są nieprawidłowe, automatycznie na ekranie wyświetla się opcja wykonania telefonu do lekarza. W aplikacji można także ustawić przypomnienie, że należy wziąć kolejną dawkę warfaryny (można też wpisać różne dawki), przypomni ona nam też, że kończą nam się zapasy leku.

Dostępne: iOS

Cena: 2,99 $

MyHeart Counts

Aplikacja opracowana przez Uniwersytet Stanforda przy udziale American Heart Association (AHA). Chociaż jest dostępna tylko dla mieszkańców USA, Wielkiej Brytanii i Hongkongu, znalazła się na naszej liście, ponieważ to doskonały przykład wykorzystania technologii mobilnych do przeprowadzania szeroko zakrojonych badań klinicznych.

Aplikacja ta mierzy dzienną aktywność (przy użyciu czujników w iPhone i Apple Watch) i wysiłek fizyczny użytkownika (opcjonalny test 6-minutowego chodu) oraz podaje ryzyko rozwoju chorób układu krążenia (korzystając ze wprowadzonych przez użytkownika wyników stężenia cholesterolu i ciśnienia krwi).Co więcej, zbierane w ten sposób dane są wykorzystywane w badaniu nad czynnikami ryzyka wystąpienia chorób układu krążenia.

Dostępne: iOS

Cena: za darmo

Quit Smoking Now: Quit Buddy!

Jednym z niezmiernie ważnych czynników ryzyka rozwinięcia się lub pogorszenia chorób układu krążenia jest palenie papierosów. Łatwo jednak powiedzieć, że trzeba przestać palić, a trudniej naprawdę to zrobić. W tej misji przyda się każda pomoc, nawet wirtualna. Quit Smoking Now: Quit Buddy! to przygotowana przez byłego palacza aplikacja, która działa jako trener wspierający podczas rzucania palenia (możemy nawet wybrać, jak bardzo intensywnie chcemy być mobilizowani). To również rodzaj gry: za osiągnięcia na drodze w kierunku życia bez nikotyny dostajemy punkty, co sprawia, że czujemy się docenieni. Aplikacja pokazuje też, ile czasu minęło od chwili, kiedy wypaliliśmy ostatniego papierosa, a także wylicza, ile zaoszczędziliśmy na tym, że już nie palimy (co może być niezmiernie dobrą motywacją).

Dostępne: Android

Cena: za darmo

Diabetes Risk Tool

Życie w nieświadomości może być błogie, ale niezmiernie krótkie, zwłaszcza jeśli chodzi o choroby obarczone ryzykiem naprawdę poważnych powikłań, tym bardziej, że wiele z tych czynników można skutecznie modyfikować. Na pewno warto znać ryzyko tego, że zachoruje się na cukrzycę (a przy okazji można sprawdzić, które jego składniki da się zlikwidować), której powikłaniem może być makroangiopatia, czyli np. choroba niedokrwienna serca i zawał mięśnia sercowego. Diabetes Risk Tool nie jest może atrakcyjna graficznie, ale najważniejsze, że dostarcza przydatnych informacji: twórcy aplikacji obiecują, że dzięki ich kwestionariuszowi możemy w mniej niż minutę poznać ryzyko tego, że zachorujemy na cukrzycę.

Dostępne: Windows

Cena: za darmo

 

European Health Insurance Card

Przezorny zawsze ubezpieczony. Albo raczej w tym wypadku ubezpieczony zawsze otrzyma pomoc, co jest wyjątkowo ważne w przypadku poważnych chorób układu krążenia. Aby jednak to powiedzenie się sprawdziło, warto przed wyjazdem za granicę wyrobić sobie Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ), dzięki której można korzystać na koszt NFZ ze świadczeń zdrowotnych podczas tymczasowego pobytu na terenie 28 krajów Unii Europejskiej, a także Islandii, Księstwa Liechtensteinu, Norwegii i Szwajcarii. Szkoda, że karty nie można wygenerować za pomocą aplikacji, ale można się dowiedzieć, jak otrzymać EKUZ, jakie są numery awaryjne, jakie świadczenia zdrowotne są refundowane. Aplikacja dostępna jest w 25 językach, także w polskim.

Dostępne: iOS, Android, Windows

Cena: za darmo


Apple Watch i pomiar tętna


Według danych Apple na jego nowy produkt, Apple Watch, który w kilku krajach (m.in. w USA i Wielkiej Brytanii) miał premierę 24 kwietnia, dostępnych jest ponad 3 tysiące aplikacji. Nie mogło zabraknąć wśród nich modnych ostatnio programów, dzięki którym możemy zadbać o swoje zdrowie. Oczywiście możliwość mierzenia tętna wbudowana jest też fabrycznie w zegarek: mamy do wyboru opcję „Heart Rate Glance” albo „Workout”, czyli dokonywanie pomiarów w czasie treningu. Zegarek dokonuje pomiarów tętna co 10 minut i zapisuje je w aplikacji „Health”.

 

 

W jaki jednak sposób nowy gadżet mierzy tętno? W tym celu wykorzystywana jest fotopletyzmografia, czyli metoda wykorzystująca fakt, że krew odbija czerwone światło i pochłania zielone. Na spodzie Apple Watch znajdują się diody LED (naświetlają naczynie zielonym światłem) i światłoczułe fotodiody (mierzą pochłanianie światła). Kiedy następuje uderzenie serca, zwiększa się ilość krwi przepływającej przez naczynia, a więc też pochłanianie zielonego światła.

watch-measure-sensors

Chociaż twórcy Apple Watch zadbali o to, żeby ich gadżet nie wywoływał alergii u osób uczulonych np. na nikiel (tak jak zdarzało się to w przypadku Fitbit Force), nie przewidzieli, że tętno może być źle odczytywane u osób, które mają na nadgarstku tatuaż. Okazuje się, że problem ten związany jest z zielonymi diodami LED, które oświetlają naczynia przez skórę. Jeśli znajduje się na niej tatuaż, światło zostaje przez niego pochłonięte, zanim dostanie się do naczyń.

watch-heart-rate-monitor-hero

Materiały graficzne: Apple