Aplikacja Catch It do terapii poznawczo-behawioralnej oceniona w badaniu klinicznym


W przypadku każdej aplikacji lub urządzenia medycznego od razu pojawia się pytanie, czy są one rzeczywiście tak przydatne, jak twierdzą ich producenci? Ma to szczególne znaczenie w przypadku tak wrażliwego tematu, jak zdrowie psychiczne. A oferta mHealth z tej dziedziny jest naprawdę bogata (około 6% wszystkich dostępnych aplikacji).

screen322x572

Najlepszym sposobem na stwierdzenie skuteczności danego produktu jest zbadanie go w badaniu klinicznym. Dlatego też z ciekawością przeczytaliśmy artykuł, który ukazał się w British Journal of Psychiatry Open, i przedstawiał wyniki oceny skuteczności opracowanej przez uniwersytety w Liverpoolu i Manchesterze aplikacji mobilnej Catch It (iOS, Android), a pośrednio zasadność wykorzystywania w mHealth aplikacji opartych na terapii poznawczo-behawioralnej (Cognitive Behavioral Therapy, CBT). Korzystając z aplikacji Catch It, użytkownik zapisuje, jak dane wydarzenie wpłynęło na jego nastrój (zwykle chodzi tutaj o negatywny wpływ), jakie towarzyszyły temu myśli i emocje, oraz w jaki sposób może zmienić swoje podejście do sytuacji. Przypomnijmy, że główną ideą terapii CBT, stosowanej z dużym powodzeniem m.in. leczeniu depresji czy zaburzeń lękowych, jest podejście, że można się oduczyć negatywnych reakcji na wydarzenia, a wiele problemów wynika z niekonstruktywnego i nawykowego sposobu myślenia i reagowania.

screen322x572 (1)

 

W trwającym 6 tygodnie badaniu przedstawionym w British Journal of Psychiatry Open uczestniczyło 285 osób (czyli jedynie 7% z 3369 uczestników kursu internetowego dotyczącego zdrowia psychicznego, którym zaproponowano włączenie do badania) i niestety większość z nich skorzystała z aplikacji tylko raz.

Wyniki badania potwierdziły nadzieje twórców Catch It związane z jej skutecznością. Stwierdzono, że używanie aplikacji wiązało się ze zmniejszeniem negatywnego nastroju użytkowników (statystycznie istotnym: średnia ocena wagi nasilenia objawów na początku badania 3,28, na koniec 2.15; p<0,001) i niewielkim zwiększeniem pozytywnego. Ważnym spostrzeżeniem było też takie, że 84% badanych wypełniało dzienniczki nastroju w aplikacji zgodnie z zasadami CBT, co wskazuje na to, że zrozumiało ideę tej terapii i umiało ją wykorzystać w realiach mHealth.

screen322x572 (1)

Źródło: Kinderman P, Hagan P, King S et al. The feasibility and effectiveness of Catch It, an innovative CBT smartphone app. British Journal of Psychiatry Open May 2016, 2 (3) 204-209; DOI: 10.1192/bjpo.bp.115.002436


BINDEX: przenośne urządzenie do diagnostyki osteoporozy


Osteoporoza jest jednym z tych schorzeń, które nie tylko na początku, ale także w późniejszych stadiach zaawansowania często nie dają żadnych objawów, dlatego też nazywana jest „cichą epidemią”. Często wykrywana jest dopiero w momencie doznania przez chorego poważnego urazu, takiego jak złamanie bliższego końca kości udowej, lub przypadkowo podczas badań obrazowych dotyczących innej choroby. Występujące w przebiegu osteoporozy złamania trzonów kręgów są traktowane przez pacjentów jako związane z ich wiekiem i niekojarzone z żadnym wydarzeniem.

Niestety, choroba ta wcale nie jest rzadka. Życiowe ryzyko złamania osteoporotycznego u kobiet w wieku 50 lat wynosi 40% (u mężczyzn w tym samym wieku wzrasta do 13%-20%). Przewiduje się, że w 2050 roku na świecie dojdzie do około 6 260 000 groźnych złamań bliższego końca kości udowej u osób dotkniętych osteoporozą.

Podstawą diagnozy i oceny zaawansowania osteoporozy jest badanie techniką dwuwiązkowej absorpcjometrii rentgenowskiej (dual energy X-ray absorptiometry, DXA), uzupełnione badaniami laboratoryjnymi. Niestety, ma ono także wady: jest stosunkowo drogie, zazwyczaj dostępne jedynie w wyspecjalizowanych ośrodkach w dużych miastach oraz wykorzystuje promieniowanie jonizujące.

Idealna sytuacja byłaby taka, gdyby badanie w kierunku osteoporozy było mniej obciążające oraz łatwo dostępne, nawet w poradniach medycyny rodzinnej, a u większej liczby chorych udałoby się podjąć leczenie, zanim jeszcze dojdzie do złamania.

Być może rozwiązaniem tego problemu jest wprowadzenie na rynek urządzenia BINDEX, fińskiej firmy Bone Index Ltd., które właśnie uzyskało akceptację Amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków (Food and Drug Administration, FDA). Wcześniej otrzymało ono zgodę na używanie oznakowania CE (przypomnijmy, że oznacza to, że spełnia unijne wymogi dotyczące m.in. zdrowia).

slide-2

Małe urządzenie podłączane do laptopa lub komputera wykorzystuje technologię ultradźwiękową (bez narażania pacjentów na działanie promieniowania jonizującego), podając w ciągu 30 sekund wynik na podstawie oceny grubości warstwy korowej piszczeli oraz innych danych pacjenta (specjalny algorytm określa gęstość szyjki kości udowej). Badanie może być prowadzone teoretycznie w każdych warunkach, gdzie tylko możliwe jest uruchomienie komputera! Warto podkreślić, że w badaniach klinicznych(między innymi opublikowanych w piśmie Osteoporosis International) przeprowadzonych na około 2 000 pacjentów dokładność urządzenia oceniono na 90% i w 70% przypadku mogło ono zastąpić badanie metodą DXA i służyć do łatwiejszej diagnostyki osteoporozy.

 

 

Źródła: Karjalainen JP, Riekkinen O, Töyräs J, Jurvelin JS, Kröger H. New method for point-of-care osteoporosis screening and diagnostics. Osteoporos Int. 2016 Mar;27(3):971-7. doi: 10.1007/s00198-015-3387-4. Epub 2015 Nov 10.

 

Zdjęcia: Bindex


Wywiad z twórcami Terminarza Medycznego Nurseum


Niestety, chociaż na świecie powstaje tysiące aplikacji, urządzeń i serwisów mHealth, częstą barierą w korzystaniu z nich w przypadku polskich pacjentów jest nie tylko język, wysoka cena, ale także niedostosowanie do polskich realiów. Chcielibyśmy na naszym blogu przedstawiać polskie firmy, zwłaszcza młode, które oferują rozwiązania przeznaczone dla naszego, polskiego odbiorcy. Chcemy wspierać polskie inicjatywy. Dlatego też rozpoczynamy cykl wywiadów z polskimi twórcami projektów mHealth. Jeśli jesteście Państwo taką firmą, serdecznie zapraszamy do kontaktu. A dzisiaj, w wywiadzie z Arkadiuszem Bieńkiem, odpowiadającym za marketing tego projektu, chcemy przedstawić Terminarz Medyczny Nurseum.

 

cover photo

 

Proszę powiedzieć, czym jest Terminarz Medyczny NURSEUM?

Terminarz Medyczny NURSEUM to narzędzie ułatwiające codzienną pracę polskich pielęgniarek, położnych oraz fizjoterapeutów, z którego można korzystać na komputerach, tabletach oraz smartfonach. Ten prosty w obsłudze system będzie ściśle dopasowany do specyfiki pracy tych 3 wymienionych grup zawodowych.

Terminarz Medyczny powstaje w odpowiedzi na olbrzymią ilość informacji, obowiązków biurokratycznych oraz zadań, z którymi każdego dnia borykają się w Polsce przyszli użytkownicy naszego narzędzia. Jego największą zaletą jest automatyzacja części najbardziej uciążliwych zadań (np. raportowania czasu pracy i wykonywanych zabiegów) oraz umożliwienie wykonywania ich na urządzeniach mobilnych (np. smartfonach). W ten sposób pomoże w lepszej organizacji pracy, dzięki czemu użytkownicy narzędzia zaoszczędzą więcej czasu dla siebie, rodziny oraz bliskich.

Terminarz Medyczny NURSEUM da naszym przyszłym klientom szereg nowych możliwości:

  • stały i nieprzerwany dostęp do bazy własnych pacjentów – za pomocą komputera, tabletu lub smartfona,
  • swobodne planowanie i organizowanie wizyt u pacjentów – np. automatyczne wysyłanie przypomnień o wizycie, planowanie zabiegów, których listę podpowie system, łatwe odnotowywanie i zapisywanie w systemie wykonanych zabiegów,
  • nieograniczony dostęp do rzetelnej i unikalnej wiedzy eksperckiej – w postaci artykułów specjalistów z branży medycznej oraz farmaceutycznej zamieszczonych
    w Bazie Wiedzy Terminarza,
  • łatwe edukowanie pacjentów w trakcie wizyt – np. jeżeli pacjent potrzebuje instrukcji obsługi glukometru, można ją szybko znaleźć w Bazie Wiedzy Terminarza
    i od razu udostępnić,
  • szybkie przekazywanie pacjentom zaleceń pielęgniarskich po wizytach
    – wystarczy spisać je w Terminarzu Medycznym i jednym kliknięciem wysłać
    do pacjenta lub jego opiekuna po zakończonej wizycie,
  • proste generowanie raportów do statystyk i rozliczeń czasu pracy – w tym comiesięcznych rozliczeń do NFZ.

 Nurseum2

 

Skąd pomysł na taki projekt?
W minionym roku jeden z członków naszego zespołu trafił do szpitala. Trochę z nudów, a trochę z zawodowej ciekawości, zaczął obserwować pielęgniarki przy pracy. Bardzo szybko zauważył, że ta grupa zaangażowanych i kochających swoją pracę osób ma coraz mniej czasu dla pacjentów, ponieważ musi zajmować się niezliczonymi formalnościami biurokratycznymi.

Trochę później zaczęliśmy się więc wspólnie zastanawiać, czy tę negatywną sytuację można w jakiś sposób zmienić. Zorganizowaliśmy kilka dłuższych spotkań z pielęgniarkami i położnymi, w trakcie których wypytywaliśmy o ich pracę. Wielokrotnie rozmawialiśmy również z mamą jednego z nas, która przez wiele lat pracowała jako pielęgniarka środowiskowa.

Okazało się, że biurokracja nie jest jedynym problemem. Najwięcej kłopotów pielęgniarkom i położnym sprawia zarządzanie olbrzymią ilością zadań oraz informacji związanych z pracą zawodową. Klasyczny notes do tego nie wystarczy, a dostępne na rynku elektroniczne „organizery” nie są dopasowane do specyfiki pracy tych zawodów medycznych. Wymyśliliśmy więc Terminarz Medyczny Nurseum, proste w obsłudze narzędzie usprawniające organizację pracy pielęgniarek, położnych i fizjoterapeutów, z którego będzie można korzystać na komputerach, tabletach i smartfonach.

Pracę nad projektem niewątpliwie ułatwiało wieloletnie doświadczenie naszej trójki (Arkadiusz Bieniek, Dariusz Czechowski, Norbert Krasnodębski), które zdobywaliśmy w dziedzinie projektowania i zarządzania systemami IT, a także w marketingu oraz sprzedaży (m.in. w sektorze medycznym i farmaceutycznym).

Jak duży zespół pracuje nad Terminarzem Medycznym NURSEUM?
Podstawowy zespół „założycielski” tworzą 3 osoby, natomiast w prace (m.in. analityczne, programistyczne, marketingowe) zaangażowanych jest łącznie kilkunastu specjalistów.

 

Nurseum1

 

Jak długo trwały prace nad Terminarzem Medycznym NURSEUM?
Prace nad Terminarzem Medycznym NURSEUM trwają pół roku i potrwają jeszcze co najmniej kilka miesięcy. Wbrew temu, co może się wydawać, to nie jest łatwy projekt do realizacji.

Co było największym wyzwaniem przy pracy nad tym projektem?

Właściwie było ich kilka. Pierwsze to nasze wejście w świat i branżę medyczną, zrozumienie specyfiki, itp. Drugim wyzwaniem było znalezienie wspólnego języka i nauczenie się komunikacji z przedstawicielami i przedstawicielkami jednych z najbardziej przepracowanych i niedocenianych zawodów w Polsce. Trzecie wyzwanie to ciągnąca się od wielu lat i nadal niezakończona informatyzacja naszej służy zdrowia. Brak znajomości końcowych rozwiązań znacząco utrudnia nam pracę nad Terminarzem.

Kiedy Terminarz Medyczny NURSEUM będzie dostępny dla użytkowników?

Wersję testową udostępnimy dla wybranej grupy użytkowników jeszcze w czerwcu, natomiast pełną wersję systemu na początku września.

Jakie macie Panowie plany na przyszłość, jeśli chodzi o ten projekt? 

W przyszłości celujemy z naszym systemem w 3 nowe obszary. Pierwszy z nich to telemedycyna, a więc umożliwienie poprzez nasz system komunikacji służb medycznych z pacjentem. Drugim jest dokumentacja elektroniczna, czyli możliwość jej automatycznego uzupełniania za pomocą naszego systemu. Trzeci obszar to e-commerce. Zamierzamy umożliwić np. pielęgniarkom na indywidualnych praktykach rozliczanie się przy wsparciu naszego systemu nie tylko z NFZ, ale również z innymi instytucjami (np. z ZUS).

Bardzo dziękujemy za rozmowę


CareKit – młodszy brat ResearchKit


iphone_6_svr_family_apps-print

O platformie ResearchKit, która dostarcza narzędzi do tworzenia wykorzystywanych w badaniach klinicznych aplikacji na iPhone’a i innych urządzeń firmy Apple, pisaliśmy z okazji jej premiery w marcu 2015 roku. Nie wiedzieliśmy jednak wtedy, jakim okaże się sukcesem. W stworzonej dzięki ResearchKit aplikacji mPower (do badania dotyczącego choroby Parkinsona) zarejestrowało się ponad 10 000 osób (zwykle w badaniach dotyczących tej choroby uczestniczy nie więcej niż 100 osób). Dzięki takiemu osiągnięciu pojawiła się szansa na rozwiązanie jednego z największych problemów związanych z tematem medycyny opartej na dowodach naukowych (Evidence-based medicine, EBM), czyli konieczności przeprowadzania i koordynacji badań na dużych grupach chorych. Jako przykład takich badań można podać badania typu CVOT (cardiovascular outcomes trials), w których oceniane jest bezpieczeństwo sercowo-naczyniowe leków przeciwcukrzycowych stosowanych u chorych na cukrzycę typu 2. Aby dostarczyły one wystarczające dane, musi uczestniczyć w nich od kilku do kilkunastu tysięcy osób z setek ośrodków znajdujących się w wielu krajach.

Zaledwie miesiąc temu zadebiutował młodszy brat ResearchKit, czyli CareKit. Tym razem jest to platforma, dzięki której powstają aplikacje mające angażować pacjentów w proces terapeutyczny, między innymi dzięki temu, że pozwalają one na zbieranie wiadomości o zdrowiu (np. za pomocą wbudowanego w iPhone’a żyroskopu i akcelerometru przeprowadza się pomiary zręczności, równowagi, pamięci użytkownika, czy nawet ocenia zmiany w jego głosie oraz w sposobie chodzenia), a potem na dzielenie się nimi z lekarzami, osobami bliskimi czy opiekunami.

carekit_800homeb_thumb800

Po spektakularnym sukcesie aplikacji mPower opracowanej dzięki ResearchKit nie dziwi wcale, że pierwszą aplikacją zapowiedzianą na CareKit był właśnie produkt dla pacjentów z chorobą Parkinsona. Będą mogli oni korzystać z aplikacji do zapisywania informacji dotyczących swojego stanu zdrowia, a także jego związku np. z przyjmowanymi lekami, co będzie można potem wykorzystać przy bardziej indywidualnym doborze terapii. Już w momencie premiery aplikacja będzie używana przez 6 głównych amerykańskich ośrodków medycznych (m.in. Uniwersytet Johna Hopkinsa i Uniwersytet Stanforda).

Chociaż musimy jeszcze poczekać na aplikację dla osób cierpiących na chorobę Parkinsona, to dostępne są już 4 pierwsze aplikacje, które powstały dzięki CareKit:

One drop2     One drop1

One Drop to aplikacja przeznaczona dla osób chorujących na cukrzycę, do której mogą wprowadzać takie dane, jak stężenie glukozy, informacje na temat spożywanego jedzenia, przyjmowanych leków czy aktywności fizycznej. Następnie użytkownik otrzymuje informacje, czy nasilenie jego objawów (np. ból czy zawroty głowy) ma związek z wyżej wymienionymi obiektywnymi wskaźnikami. Dane te oczywiście można udostępnić lekarzowi czy bliskim.

Glow Nurture2          Glow Nurture1

Glow Nurture to bardzo dokładny dzienniczek ciąży, w którym wpisuje się wszystkie ważne wydarzenia towarzyszące oczekiwaniu na potomstwo (wizyty lekarskie, wagę, objawy itp.). Wszystko to zostaje przedstawione w atrakcyjny i zrozumiały sposób, a gdyby pojawiły się jakieś niepokojące objawy, aplikacja podniesie alarm.

Glow Baby2  Glow Baby1

Kiedy już “wyrośniemy” z Glow Nurture, przyda nam się Glow Baby, czyli aplikacja, w której zbieramy i analizujemy dane na temat naszego potomstwa. Być może dzięki nim odkryjemy jedną z tajemnic wszechświata, czyli jaki jest związek z porami karmienia, zmiany pieluch i innych czynności, które wykonujemy przy małym dziecku, a jego cyklem snu…

Start2     Start1

Start to aplikacja przeznaczona dla osób chorujących na depresję. Nie tylko wpisuje się do niej dane dotyczące objawów i samopoczucia, ale także ustala własne cele, które mają pomóc w wyzdrowieniu, aplikacja przypomina też o godzinach wzięcia leków. Jednak najważniejszym zadaniem aplikacji jest jak najbardziej obiektywne pokazywanie, czy dana terapia przynosi efekty (a przypomnijmy, że na efekt terapeutyczny w przypadku terapii antydepresantami czeka się nawet 6 tygodni).


Proteus Digital Health w połączeniu z arypiprazolem na razie bez akceptu FDA


Historię Proteus Digital Health śledzimy na blogu już od 2012 roku. Przypomnijmy, że jest to urządzenie składające się z naklejanego na skórę biometrycznego plastra oraz malutkiego czujnika umieszczanego w tabletce. Kiedy czujnik jest trawiony w żołądku, sygnał o tym zostaje przesłany do plastra, a stamtąd na urządzenie przenośne. Dzięki temu wiadomo, że pacjent na pewno przyjął lek (jest to więc to dużo skuteczniejsze podejście niż popularne aplikacje przypominające o wzięciu tabletki).

Dzięki Proteusowi ma zostać rozwiązany poważny problem niestosowania się pacjentów do zaleceń lekarzy dotyczących przyjmowania leków (ang. non-adherence). W samych Stanach Zjednoczonych roczne koszty wynikające z niewłaściwego przyjmowania leków szacuje się na 300 miliardów dolarów. Około 30% recept nie jest realizowana, a 50% osób nie przyjmuje leków zgodnie z zaleceniami. Nie lepiej jest w Europie: ocenia się, że problem non-adherence dotyczy prawie połowy pacjentów.

 

ipad-pill-hand-600x500

 

Jak dotąd twórcy Proteusa nie mieli problemów z Amerykańską Agencją ds. Żywności i Leków (Food and Drug Administration, FDA). Akcept FDA wymagany jest jedynie w przypadku aplikacji i urządzeń medycznych wysokiego ryzyka i sama technologia używana w Proteusie otrzymała go już w 2010 roku. Problem zaczął się, kiedy urządzenie miało zostać połączone z konkretnym lekiem – a dokładnie – z arypiprazolem, lekiem przeciwpsychotycznym stosowanym w leczeniu schizofrenii i zaburzenia afektywnego dwubiegunowego (przypomnijmy, że główną przyczyną zaostrzeń schizofrenii jest nieprzyjmowanie leków przepisanych przez psychiatrę). FDA odmówiła wydania akceptu i poprosiła o zebranie dodatkowych danych na temat działania urządzenia w takiej konfiguracji, między innymi dotyczących bezpieczeństwa jego stosowania i wpływu błędu ludzkiego. Producenci Proteusa nie ukrywają, że są zaskoczeni takim obrotem sprawy (zwłaszcza że zarówno sama technologia, jak i lek miały już akcept FDA), ale oczywiście zamierzają dostarczyć odpowiednich danych. Nic dziwnego – jeśli chodzi o rozwiązanie problemu non-adherence, stawka jest wyjątkowo wysoka.

Materiały graficzne: Proteus Digital Health.


RANKED Health – serwis z ocenami aplikacji


W czasach, kiedy prawie każdy ma komórkę, a wiele osób smartfony, rozwój mHealth napędzają przede wszystkim aplikacje. Mamy ich do wyboru, do koloru również z dziedziny zdrowia, dosłownie setki tysięcy (około 165 000). Niestety, duża ich część jest, w najlepszym przypadku, śmiesznie nieprzydatna, a w najgorszym – groźnie szkodliwa (jako przykład można podać aplikację mierzącą nam ciśnienie krwi, gdy przyłożymy palec do ekranu smartfona czy aplikację dla osób chorujących na chorobę dwubiegunową, w której jako lek na bezsenność polecane jest picie alkoholu). Oczywiście przy wyborze aplikacji i poleceniu jej pacjentom trzeba zawsze kierować się zdrowym rozsądkiem, czyli zasadą, że jeśli coś jest zbyt piękne, istnieje duża szansa na to, że nie jest prawdziwe.

W wyborze odpowiedniego produktu mHealth może pomóc też nowy serwis z recenzjami aplikacji i urządzeń medycznych, RANKED Health, stworzony przez Hacking Medicine Institute (HMi), organizację non-profit zajmującą się tematyką połączenia technologii i medycyny, która powstała przy Instytucie Technologicznym w Massachusetts (Massachusetts Institute of Technology, MIT), jednej z najlepszych uczelni na świecie.

 

Ranked 1

 

Do oceny aplikacji twórcy RANKED Health używają systemu znanego z pism akademickich: każda z nich oceniana jest przez dwóch pracujących niezależnie od siebie ekspertów-recenzentów (klinicystów, pacjentów, naukowców z ośrodków badawczych), którzy skupiają się nie tylko na klinicznej przydatności produktu, ale także na jego bezpieczeństwie czy przyjazności dla użytkownika. Następnie oba teksty trafiają do redaktora, który odpowiada za przygotowanie jednej, spójnej wersji. Przy każdej recenzji pojawiają się też profesjonalne życiorysy wszystkich autorów z położeniem dużego nacisku na informacje o ewentualnym konflikcie interesów.

 

Ranked 2

 

Na razie w serwisie oceniane są aplikacje z dwóch grup: skierowane do osób cierpiących na choroby przewlekłe, takie jak cukrzyca czy choroby układu krążenia, a także aplikacje dotyczące dużych grup pacjentów, np. służące do śledzenia objawów czy dbania o przyjmowanie leków.

 

Ranked 3


Melomind: słuchawki z elektroencefalografią


melomind-05

Do tej pory ambicją producentów nowoczesnych słuchawek, oprócz zapewniania nam doskonałych (i najlepiej bezprzewodowych) doznań muzycznych, było dostarczanie informacji pomocnych w dbaniu o zdrowie fizyczne. Jako przykład wystarczy podać słuchawki Dash, które opisywaliśmy na blogu w styczniu, które mają wbudowane diody LED służące do określania wysycenia krwi użytkownika tlenem. Co jednak z równie ważnym zdrowiem psychicznym?

Tematem tym zajęli się twórcy słuchawek Melomind (dostępne w przedsprzedaży), którzy obiecują, że ich urządzenie zapewni nam całe pokłady spokoju i relaksu. Melomind składa się z dwóch części: zwykłych słuchawek (można ich używać oddzielnie do “zwykłego” słuchania muzyki) oraz doczepianego do nich elementu z suchymi elektrodami EEG, które odbierają sygnały z kory mózgowej.

1753c4904dd76ef3207cbe7ab20e6f10_original

Po połączeniu słuchawek z aplikacją na smartfonie (na iOS i na Androida) urządzenie określa poziom naszego stresu i dobiera odpowiednią muzykę, która pomaga się nam zrelaksować. Bardzo ważną częścią całego procesu jest też neurofeedback: użytkownik Melomind otrzymuje informacje na temat swoich postępów, dzięki czemu uczy się je kontrolować. Jeśli zmienia się nasz poziom stresu, zmienia się też muzyka. Oczywiście twórcy urządzenia przypominają, że aby osiągnąć widoczne rezultaty, należy często z niego korzystać.

Dziennikarze, którzy mieli już okazję sprawdzić działanie Melomind, wypowiadają się na jego temat bardzo pozytywnie. Na rzecz Melomind przemawia też fakt, że urządzenie to zostało opracowane przy ścisłej współpracy ze znanym ośrodkiem neurologicznym (The Institut du Cerveau et de la Moelle épinière, ICM) paryskiego szpitala Pitié Salpétrière.


Materiały graficzne: Melomind