Lumee Oxygen Sensing System – wszczepialny czujnik do określania utlenowania tkanek
Opublikowane: 10 października 2016 Filed under: Cukrzyca, Układ krążenia, Układ oddechowy | Tags: bezdech senny, choroby tętnic obwodowych, Cukrzyca, PAD, POChP Dodaj komentarzKiedy w styczniu na targach CES 2016 przedstawiciele firmy Profusa zaprezentowali prototyp wszczepianego pod skórę czujnika Lumee, służącego do określania stężenia różnych substancji w organizmie, spotkali się z bardzo dużym zainteresowaniem. Nic dziwnego, wiele wskazuje na to, że już niebawem urządzenia wszczepialne mogą zająć na rynku mocną pozycję obok bardzo popularnych obecnie urządzeń ubieralnych (ang. wearables), zwłaszcza w przypadku osób cierpiących na wymagające ciągłego monitorowania choroby przewlekłe.
Twórcy z Profusa nie ukrywają, że chociaż na razie nie udało im się osiągnąć głównego celu, czyli opracować czujnika służącego do określania stężenia glukozy w organizmie, to są zadowoleni ze swojego pierwszego produktu, Lumee Oxygen Sensing System, który obecnie czeka na akcept ze strony Amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków – FDA i przyznanie znaku CE (w Europie ma być dostępny jeszcze w tym roku).
Lumee Oxygen Sensing System, czujnik służący do ciągłego określania utlenowania znajdujących się obok niego tkanek, ma być wykorzystywany przede wszystkim do monitorowania gojenia się ran, np. u osób z przewlekłymi owrzodzeniami żylnymi czy chorujących na cukrzycę. Czujnik przeznaczony jest także dla osób cierpiących na choroby tętnic obwodowych (peripheral artery disease, PAD).
Szacuje się, że PAD występuje u 202 milionów ludzi na świecie, w tym u 27 milionów w Europie i Ameryce Północnej. Jest to grupa chorób, których najczęstszą przyczyną jest miażdżyca i które przebiegają ze zwężeniem lub niedrożnością tętnic obwodowych, co w konsekwencji powoduje niedokrwienie kończyn dolnych. PAD na początku często przebiegają bezobjawowo (tylko u 10-15% chorych stwierdza się ból nóg podczas chodzenia, czyli chromanie przestankowe; innymi objawami mogą być marznięcie stóp, zaniki mięśniowe, zaniki owłosienia, trudno gojące się rany lub owrzodzenia). Chorzy narażeni są na wystąpienie zgorzeli (co może doprowadzić nawet do amputacji), należą także do grupy osób o zwiększonym ryzyku zgonu z powodu zawału mięśnia sercowego i udaru.
To, co może być pomocne w prowadzeniu leczenia PAD, to kontrola utlenienia tkanek zajętej kończyny. Jest to niezwykle istotne w procesie gojenia się ran, a także może uchronić pacjenta przed pogorszeniem się sprawności ruchowej czy rozwinięciem się zgorzeli.
Takie zadanie ma przed sobą Lumee Oxygen Sensing System. Lumee zbudowany jest z maleńkich bioczujników (3-5 mm), które umieszczane są pod skórą za pomocą igły, oraz czytnika optycznego.
Bioczujniki osadzone są na specjalnym hydrożelu, który przypomina materiał, z jakiego zrobione są soczewki kontaktowe, i nie wywołuje reakcji odrzucenia przez organizm. Hydrożel jest połączony z molekułą, która emituje fluorescencyjne światło zmieniające się w zależności od poziomu utlenowania tkanki. Czujnik optyczny, umieszczany na skórze, odczytuje sygnał fluorescencyjny i wysyła dane do smartfona. Co ważne, bioczujniki działają aż do dwóch lat i po tym czasie nie trzeba ich usuwać z organizmu.
Lumee jest urządzeniem, który ma duży potencjał nie tylko w opiece medycznej, ale również w obszarze badań klinicznych, a nawet wellness czy fitness. Jego twórcy pracują też nad dostosowaniem go do określania stężenia w organizmie innych substancji, takich jak kreatynina czy glukoza. Myślą również o wykorzystaniu urządzenia w monitorowaniu takich chorób, jak przewlekła obturacyjna choroba płuc (POChP) czy bezdech senny (OBS)
Materiały graficzne: Profusa
Nowe Zdrowie, czyli co się zmieni w aplikacji Health w iOS 10
Opublikowane: 9 października 2016 Filed under: Choroby, Inne, Prewencja | Tags: Apple, dawcy narządów, iOS, transplantacje Dodaj komentarzJedną z aplikacji dodawanych do mobilnych produktów firmy Apple jest Health, swego rodzaju magazyn danych dotyczących zdrowia i wydolności fizycznej użytkowników, które zbierane są z różnych urządzeń (np. ubieralnych: opasek Fitbit czy Jawbone). W aplikacji można też zapisać dane na temat alergii, chorób, przyjmowanych leków czy grupy krwi. Informacje znajdujące się w takim Medical ID są dostępne z poziomu blokady ekranu i mogą być bardzo przydatne dla służb ratowniczych zajmujących się nieprzytomnym lub niemogącym kontaktować się pacjentem.
Jesienią pojawi się nowa wersja mobilnego systemu operacyjnego firmy Apple, iOS 10 (na razie dostępne są jej wersje przeznaczone dla developerów i wersje beta). Jej twórcy obiecują wiele zmian, ale nas oczywiście najbardziej interesują te, które zostaną wprowadzone do aplikacji Health.
Zacznijmy od mniejszego udoskonalenia. Taką zmianą będzie możliwość zgodzenia się na wysyłanie anonimowo swoich danych dotyczących zdrowia do Apple w celu ulepszenia pracy aplikacji.
Dużo większą zmianą jest natomiast dodanie do aplikacji opcji umożliwiającej Amerykanom proste i szybkie zgłoszenie się do the National Donate Life Registry i zostanie dawcą narządów i tkanek (informacja o dokonanym przez użytkownika wyborze zostanie także wyświetlona jako część Medical ID, można też ją wpisać, jeśli zarejestrowało się w inny sposób). W aplikacji umieszczone zostaną także informacje wyjaśniające, na czym polega zostanie dawcą organów i pomagające w podjęciu decyzji.
Nowa opcja w aplikacji Health to zmiana, z której są szczególnie dumni przedstawiciele Apple. Tim Cook, prezes Apple, przyznał, że nigdy nie zapomni, jak koszmarnie stresujące było dla Steve’a Jobsa czekanie w 2009 roku na przeszczep wątroby, i chciałby pomóc innym osobom zmagającym się z tym problemem.
W Stanach Zjednoczonych co godzinę umiera jedna osoba, którą mógłby uratować przeszczep. Niestety, narządów brakuje, a jeden dawca może uratować aż osiem żyć. Młodzi Amerykanie coraz rzadziej zgłaszają się na dawców narządów.
Co ciekawe, okazuje się, że w dużym stopniu na decyzję dotyczącą zostania dawcą narządów mają wpływ nie względy moralne czy religijne, ale… sposób, w jaki przeprowadzany jest sam proces zostawania dawcą (co np. przedstawił w swoich badaniach znany psycholog i behawiorysta ekonomiczny Dan Ariely, autor książki Potęga irracjonalności). Stany Zjednoczone są jednym z krajów, w których decyzję o zostaniu dawcą ogłasza się za pomocą tzw. wyrażenia zgody (czyli “opt in”). Najczęściej polega to na zgłoszeniu się do instytucji, która zbiera takie zgody. Metodą stosowaną w wielu innych krajach (w tym w Polsce, gdzie dawcą pośmiertnym może zostać każda osoba, która za życia nie wyraziła sprzeciwu w formie wpisu w Centralnym Rejestrze Sprzeciwów) jest “opt out” (czyli dawcą jest automatycznie każdy, kto nie zgłosił sprzeciwu). Różnicę, jaka związana jest z tymi dwoma metodami, najlepiej widać, gdy porównuje się liczbę osób chcących zostać dawcami w podobnych krajach, np. w Niemczech (“opt-in”) jest to 12% obywateli, a w Austrii (“opt-out”) aż 99,98%.
HoloAnatomy – rozszerzona rzeczywistość pomaga w nauce anatomii
Opublikowane: 8 października 2016 Filed under: Inne, Ogólne | Tags: anatomia, augmented reality, dla lekarza, dla studenta, rozszerzona rzeczywistość Dodaj komentarzKiedy wiele lat temu zaczynałam studia medyczne, doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że anatomia na pierwszym roku będzie dla mnie prawdziwym wyzwaniem. I to wcale nie z powodu ogromu materiału do opanowania. Niestety, nie mam w ogóle orientacji przestrzennej. To, co czytałam w książkach i oglądałam na dwuwymiarowych obrazkach, nie wystarczało mi zupełnie do wyobrażenia sobie, jak to wygląda na żywo. Pomocą były oczywiście zajęcia praktyczne, ale i tak wspominam ten czas jako wyjątkowo stresujący.
I chociaż studenci medycyny mają teraz już od dawna do dyspozycji komputerowe atlasy 3D, prawdziwa nadzieja na rewolucję w nauczaniu m.in. anatomii pojawiła się ostatnio wraz z nawiązaniem współpracy Cleveland Clinic, światowej sławy amerykańskiego ośrodka medycznego, z uniwersytetem Case Western Reserve, jednym z przodujących ośrodków rozwoju technologii, i stworzeniem aplikacji na gogle HoloLens (firmy Microsoft).
HoloLens to najgorętszy produkt ostatnich miesięcy, gogle rozszerzonej rzeczywistości (Augmented Reality, AR), która polega na łączeniu ze sobą obrazów prawdziwego świata z generowanymi za pomocą komputera. Ich twórcy podkreślają jednak, że jest to raczej rzeczywistość mieszana (Mixed Reality), ponieważ gogle nie tylko wyświetlają obraz, ale także rozpoznają kształty obiektów i ich głębię, dzięki czemu użytkownik widzi trójwymiarowe przedmioty, co więcej, może wchodzić z nimi w interakcje, ponieważ gogle rozpoznają jego gesty i głos.
Na razie HoloLens dostępne są w tzw. wersji developerskiej, czyli dla programistów. Firma Microsoft przygotowała także platformę Windows Holographic, dzięki którym inne firmy mogą przygotowywać aplikacje na gogle HoloLens. Skorzystali z tego właśnie Cleveland Clinic i Case Western Reserve. Dzięki aplikacji HoloAnatomy będzie można dokładnie zobaczyć, jak zbudowane jest ludzkie ciało, sprawdzić, jak poszczególne układy pracują ze sobą. Ponieważ urządzenie pozwala na odtwarzanie dźwięków, będzie można również słyszeć np. jak bije serce. Wykładowcy będą mogli także oznaczyć odpowiednie elementy (czyżbyśmy mieli się doczekać wirtualnych “szpilek”?).
Materiały zdjęciowe: Case Western Reserve
Body Cardio – waga mierząca prędkość fali tętna
Opublikowane: 7 października 2016 Filed under: Choroby, Cukrzyca, Układ krążenia | Tags: BMI, prędkość fali tętna, PWV, waga Dodaj komentarzPierwszy raz o bezprzewodowej wadze francuskiej firmy Withings pisaliśmy już w 2012 roku. Jej twórcy cały czas pracowali nad udoskonaleniem produktu, dzięki czemu na rynek trafiła właśnie najbardziej zaawansowana na świecie waga – Body Cardio. Oczywiście nie zaskakuje informacja, że waga pokazuje, ile ważymy, jakie jest nasze BMI oraz w jakim procencie nasz organizm składa się z tłuszczu, mięśni i wody. Nie dziwi także to, że waga wyświetla, jaki jest rytm naszego serca, a nawet to, jaka jest pogoda i temperatura na zewnątrz, a także synchronizuje się z urządzeniem do pomiaru aktywności, czy łączy bezprzewodowo ze smartfonem (dane wyświetlane są w aplikacji Health Mate: iOS, Android).
Tym, co wyróżnia Body Cardio od innych produktów tego typu, jest to, że mierzy ona także prędkość fali tętna (Pulse Wave Velocity, PWV). PWV, wskazująca na stopień elastyczności/sztywności dużych naczyń tętniczych, uznana jest za ważny parametr oceny ryzyka chorób układu krążenia i według wytycznych ESH/ESC jej określenie należy do badań zalecanych u chorych na nadciśnienie tętnicze.
Wartości PWV rosną wraz w wiekiem i są tym większe, im sztywniejsze są naczynia: u dzieci wynoszą 5–6 m/s, u osób w wieku 20–50: 7–9 m/s, a u osób po 50. roku życia do 12 m/s (uważa się, że jeśli PWV wynosi powyżej 12 m/s, to u pacjenta występują już zmiany w narządach wewnętrznych spowodowane nadciśnieniem tętniczym). Nieprawidłową PWV stwierdza się u osób starszych, z nadciśnieniem, hipercholesterolemią, cukrzycą typu 2 czy przewlekłą niewydolnością nerek, i świadczy ona o zwiększonym ryzyku zgonu z dowolnej przyczyny oraz z przyczyn sercowo-naczyniowych w tej grupie chorych. Co więcej, wskazuje także na zwiększone ryzyko wystąpienia choroby niedokrwiennej serca oraz udaru mózgu u osób zdrowych.
Za złoty standard w badaniach sztywności ściany aorty uważany jest pomiar PWV pomiędzy tętnicami szyjną i udową, i najczęściej przeprowadzany jest przy użyciu tonometru aplanacyjnego (rekonstrukcja fali ciśnienia aortalnego na podstawie fali tętna zarejestrowanej na obwodzie).
Waga Body Cardio ocenia PWV, obliczając czas przejścia fali tętna (Pulse Transit Time), czyli czas między wyrzutem krwi z aorty a dotarciem jej do stóp. Chociaż jej twórcy podkreślają, że nie jest to urządzenie medyczne, zlecili jednak przeprowadzenie badania oceniającego u 111 pacjentów dokładność pomiarów PWV przez wagę w porównaniu z aparatem wykorzystującym tonometrię aplanacyjną. Wyniki wskazały na porównywalną dokładność oznaczeń.
Materiały graficzne: Withings
Aplikacja Catch It do terapii poznawczo-behawioralnej oceniona w badaniu klinicznym
Opublikowane: 23 czerwca 2016 Filed under: Badania kliniczne, Choroby, Depresja | Tags: CBT, Depresja, terapia poznawczo-behawioralna, zaburzenia lękowe 2 KomentarzeW przypadku każdej aplikacji lub urządzenia medycznego od razu pojawia się pytanie, czy są one rzeczywiście tak przydatne, jak twierdzą ich producenci? Ma to szczególne znaczenie w przypadku tak wrażliwego tematu, jak zdrowie psychiczne. A oferta mHealth z tej dziedziny jest naprawdę bogata (około 6% wszystkich dostępnych aplikacji).
Najlepszym sposobem na stwierdzenie skuteczności danego produktu jest zbadanie go w badaniu klinicznym. Dlatego też z ciekawością przeczytaliśmy artykuł, który ukazał się w British Journal of Psychiatry Open, i przedstawiał wyniki oceny skuteczności opracowanej przez uniwersytety w Liverpoolu i Manchesterze aplikacji mobilnej Catch It (iOS, Android), a pośrednio zasadność wykorzystywania w mHealth aplikacji opartych na terapii poznawczo-behawioralnej (Cognitive Behavioral Therapy, CBT). Korzystając z aplikacji Catch It, użytkownik zapisuje, jak dane wydarzenie wpłynęło na jego nastrój (zwykle chodzi tutaj o negatywny wpływ), jakie towarzyszyły temu myśli i emocje, oraz w jaki sposób może zmienić swoje podejście do sytuacji. Przypomnijmy, że główną ideą terapii CBT, stosowanej z dużym powodzeniem m.in. leczeniu depresji czy zaburzeń lękowych, jest podejście, że można się oduczyć negatywnych reakcji na wydarzenia, a wiele problemów wynika z niekonstruktywnego i nawykowego sposobu myślenia i reagowania.
W trwającym 6 tygodnie badaniu przedstawionym w British Journal of Psychiatry Open uczestniczyło 285 osób (czyli jedynie 7% z 3369 uczestników kursu internetowego dotyczącego zdrowia psychicznego, którym zaproponowano włączenie do badania) i niestety większość z nich skorzystała z aplikacji tylko raz.
Wyniki badania potwierdziły nadzieje twórców Catch It związane z jej skutecznością. Stwierdzono, że używanie aplikacji wiązało się ze zmniejszeniem negatywnego nastroju użytkowników (statystycznie istotnym: średnia ocena wagi nasilenia objawów na początku badania 3,28, na koniec 2.15; p<0,001) i niewielkim zwiększeniem pozytywnego. Ważnym spostrzeżeniem było też takie, że 84% badanych wypełniało dzienniczki nastroju w aplikacji zgodnie z zasadami CBT, co wskazuje na to, że zrozumiało ideę tej terapii i umiało ją wykorzystać w realiach mHealth.
Źródło: Kinderman P, Hagan P, King S et al. The feasibility and effectiveness of Catch It, an innovative CBT smartphone app. British Journal of Psychiatry Open May 2016, 2 (3) 204-209; DOI: 10.1192/bjpo.bp.115.002436
BINDEX: przenośne urządzenie do diagnostyki osteoporozy
Opublikowane: 21 czerwca 2016 Filed under: Choroby, Inne | Tags: DXA, osteoporoza, szyjka kości udowej, złamania Dodaj komentarzOsteoporoza jest jednym z tych schorzeń, które nie tylko na początku, ale także w późniejszych stadiach zaawansowania często nie dają żadnych objawów, dlatego też nazywana jest „cichą epidemią”. Często wykrywana jest dopiero w momencie doznania przez chorego poważnego urazu, takiego jak złamanie bliższego końca kości udowej, lub przypadkowo podczas badań obrazowych dotyczących innej choroby. Występujące w przebiegu osteoporozy złamania trzonów kręgów są traktowane przez pacjentów jako związane z ich wiekiem i niekojarzone z żadnym wydarzeniem.
Niestety, choroba ta wcale nie jest rzadka. Życiowe ryzyko złamania osteoporotycznego u kobiet w wieku 50 lat wynosi 40% (u mężczyzn w tym samym wieku wzrasta do 13%-20%). Przewiduje się, że w 2050 roku na świecie dojdzie do około 6 260 000 groźnych złamań bliższego końca kości udowej u osób dotkniętych osteoporozą.
Podstawą diagnozy i oceny zaawansowania osteoporozy jest badanie techniką dwuwiązkowej absorpcjometrii rentgenowskiej (dual energy X-ray absorptiometry, DXA), uzupełnione badaniami laboratoryjnymi. Niestety, ma ono także wady: jest stosunkowo drogie, zazwyczaj dostępne jedynie w wyspecjalizowanych ośrodkach w dużych miastach oraz wykorzystuje promieniowanie jonizujące.
Idealna sytuacja byłaby taka, gdyby badanie w kierunku osteoporozy było mniej obciążające oraz łatwo dostępne, nawet w poradniach medycyny rodzinnej, a u większej liczby chorych udałoby się podjąć leczenie, zanim jeszcze dojdzie do złamania.
Być może rozwiązaniem tego problemu jest wprowadzenie na rynek urządzenia BINDEX, fińskiej firmy Bone Index Ltd., które właśnie uzyskało akceptację Amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków (Food and Drug Administration, FDA). Wcześniej otrzymało ono zgodę na używanie oznakowania CE (przypomnijmy, że oznacza to, że spełnia unijne wymogi dotyczące m.in. zdrowia).
Małe urządzenie podłączane do laptopa lub komputera wykorzystuje technologię ultradźwiękową (bez narażania pacjentów na działanie promieniowania jonizującego), podając w ciągu 30 sekund wynik na podstawie oceny grubości warstwy korowej piszczeli oraz innych danych pacjenta (specjalny algorytm określa gęstość szyjki kości udowej). Badanie może być prowadzone teoretycznie w każdych warunkach, gdzie tylko możliwe jest uruchomienie komputera! Warto podkreślić, że w badaniach klinicznych(między innymi opublikowanych w piśmie Osteoporosis International) przeprowadzonych na około 2 000 pacjentów dokładność urządzenia oceniono na 90% i w 70% przypadku mogło ono zastąpić badanie metodą DXA i służyć do łatwiejszej diagnostyki osteoporozy.
Źródła: Karjalainen JP, Riekkinen O, Töyräs J, Jurvelin JS, Kröger H. New method for point-of-care osteoporosis screening and diagnostics. Osteoporos Int. 2016 Mar;27(3):971-7. doi: 10.1007/s00198-015-3387-4. Epub 2015 Nov 10.
Zdjęcia: Bindex
CareKit – młodszy brat ResearchKit
Opublikowane: 17 czerwca 2016 Filed under: Choroby, Cukrzyca, Depresja, Dziecięce, Inne | Tags: Apple, Badania kliniczne, ciąża, Cukrzyca, Depresja, iPhone Dodaj komentarzO platformie ResearchKit, która dostarcza narzędzi do tworzenia wykorzystywanych w badaniach klinicznych aplikacji na iPhone’a i innych urządzeń firmy Apple, pisaliśmy z okazji jej premiery w marcu 2015 roku. Nie wiedzieliśmy jednak wtedy, jakim okaże się sukcesem. W stworzonej dzięki ResearchKit aplikacji mPower (do badania dotyczącego choroby Parkinsona) zarejestrowało się ponad 10 000 osób (zwykle w badaniach dotyczących tej choroby uczestniczy nie więcej niż 100 osób). Dzięki takiemu osiągnięciu pojawiła się szansa na rozwiązanie jednego z największych problemów związanych z tematem medycyny opartej na dowodach naukowych (Evidence-based medicine, EBM), czyli konieczności przeprowadzania i koordynacji badań na dużych grupach chorych. Jako przykład takich badań można podać badania typu CVOT (cardiovascular outcomes trials), w których oceniane jest bezpieczeństwo sercowo-naczyniowe leków przeciwcukrzycowych stosowanych u chorych na cukrzycę typu 2. Aby dostarczyły one wystarczające dane, musi uczestniczyć w nich od kilku do kilkunastu tysięcy osób z setek ośrodków znajdujących się w wielu krajach.
Zaledwie miesiąc temu zadebiutował młodszy brat ResearchKit, czyli CareKit. Tym razem jest to platforma, dzięki której powstają aplikacje mające angażować pacjentów w proces terapeutyczny, między innymi dzięki temu, że pozwalają one na zbieranie wiadomości o zdrowiu (np. za pomocą wbudowanego w iPhone’a żyroskopu i akcelerometru przeprowadza się pomiary zręczności, równowagi, pamięci użytkownika, czy nawet ocenia zmiany w jego głosie oraz w sposobie chodzenia), a potem na dzielenie się nimi z lekarzami, osobami bliskimi czy opiekunami.
Po spektakularnym sukcesie aplikacji mPower opracowanej dzięki ResearchKit nie dziwi wcale, że pierwszą aplikacją zapowiedzianą na CareKit był właśnie produkt dla pacjentów z chorobą Parkinsona. Będą mogli oni korzystać z aplikacji do zapisywania informacji dotyczących swojego stanu zdrowia, a także jego związku np. z przyjmowanymi lekami, co będzie można potem wykorzystać przy bardziej indywidualnym doborze terapii. Już w momencie premiery aplikacja będzie używana przez 6 głównych amerykańskich ośrodków medycznych (m.in. Uniwersytet Johna Hopkinsa i Uniwersytet Stanforda).
Chociaż musimy jeszcze poczekać na aplikację dla osób cierpiących na chorobę Parkinsona, to dostępne są już 4 pierwsze aplikacje, które powstały dzięki CareKit:
One Drop to aplikacja przeznaczona dla osób chorujących na cukrzycę, do której mogą wprowadzać takie dane, jak stężenie glukozy, informacje na temat spożywanego jedzenia, przyjmowanych leków czy aktywności fizycznej. Następnie użytkownik otrzymuje informacje, czy nasilenie jego objawów (np. ból czy zawroty głowy) ma związek z wyżej wymienionymi obiektywnymi wskaźnikami. Dane te oczywiście można udostępnić lekarzowi czy bliskim.
Glow Nurture to bardzo dokładny dzienniczek ciąży, w którym wpisuje się wszystkie ważne wydarzenia towarzyszące oczekiwaniu na potomstwo (wizyty lekarskie, wagę, objawy itp.). Wszystko to zostaje przedstawione w atrakcyjny i zrozumiały sposób, a gdyby pojawiły się jakieś niepokojące objawy, aplikacja podniesie alarm.
Kiedy już “wyrośniemy” z Glow Nurture, przyda nam się Glow Baby, czyli aplikacja, w której zbieramy i analizujemy dane na temat naszego potomstwa. Być może dzięki nim odkryjemy jedną z tajemnic wszechświata, czyli jaki jest związek z porami karmienia, zmiany pieluch i innych czynności, które wykonujemy przy małym dziecku, a jego cyklem snu…
Start to aplikacja przeznaczona dla osób chorujących na depresję. Nie tylko wpisuje się do niej dane dotyczące objawów i samopoczucia, ale także ustala własne cele, które mają pomóc w wyzdrowieniu, aplikacja przypomina też o godzinach wzięcia leków. Jednak najważniejszym zadaniem aplikacji jest jak najbardziej obiektywne pokazywanie, czy dana terapia przynosi efekty (a przypomnijmy, że na efekt terapeutyczny w przypadku terapii antydepresantami czeka się nawet 6 tygodni).
Proteus Digital Health w połączeniu z arypiprazolem na razie bez akceptu FDA
Opublikowane: 15 czerwca 2016 Filed under: Inne | Tags: FDA, nieprzyjmowanie leków, non-adherence, schizofrenia Dodaj komentarzHistorię Proteus Digital Health śledzimy na blogu już od 2012 roku. Przypomnijmy, że jest to urządzenie składające się z naklejanego na skórę biometrycznego plastra oraz malutkiego czujnika umieszczanego w tabletce. Kiedy czujnik jest trawiony w żołądku, sygnał o tym zostaje przesłany do plastra, a stamtąd na urządzenie przenośne. Dzięki temu wiadomo, że pacjent na pewno przyjął lek (jest to więc to dużo skuteczniejsze podejście niż popularne aplikacje przypominające o wzięciu tabletki).
Dzięki Proteusowi ma zostać rozwiązany poważny problem niestosowania się pacjentów do zaleceń lekarzy dotyczących przyjmowania leków (ang. non-adherence). W samych Stanach Zjednoczonych roczne koszty wynikające z niewłaściwego przyjmowania leków szacuje się na 300 miliardów dolarów. Około 30% recept nie jest realizowana, a 50% osób nie przyjmuje leków zgodnie z zaleceniami. Nie lepiej jest w Europie: ocenia się, że problem non-adherence dotyczy prawie połowy pacjentów.
Jak dotąd twórcy Proteusa nie mieli problemów z Amerykańską Agencją ds. Żywności i Leków (Food and Drug Administration, FDA). Akcept FDA wymagany jest jedynie w przypadku aplikacji i urządzeń medycznych wysokiego ryzyka i sama technologia używana w Proteusie otrzymała go już w 2010 roku. Problem zaczął się, kiedy urządzenie miało zostać połączone z konkretnym lekiem – a dokładnie – z arypiprazolem, lekiem przeciwpsychotycznym stosowanym w leczeniu schizofrenii i zaburzenia afektywnego dwubiegunowego (przypomnijmy, że główną przyczyną zaostrzeń schizofrenii jest nieprzyjmowanie leków przepisanych przez psychiatrę). FDA odmówiła wydania akceptu i poprosiła o zebranie dodatkowych danych na temat działania urządzenia w takiej konfiguracji, między innymi dotyczących bezpieczeństwa jego stosowania i wpływu błędu ludzkiego. Producenci Proteusa nie ukrywają, że są zaskoczeni takim obrotem sprawy (zwłaszcza że zarówno sama technologia, jak i lek miały już akcept FDA), ale oczywiście zamierzają dostarczyć odpowiednich danych. Nic dziwnego – jeśli chodzi o rozwiązanie problemu non-adherence, stawka jest wyjątkowo wysoka.
Materiały graficzne: Proteus Digital Health.
RANKED Health – serwis z ocenami aplikacji
Opublikowane: 17 Maj 2016 Filed under: Cukrzyca, Depresja, Inne, Układ krążenia | Tags: aplikacje, choroby przewlekłe, Cukrzyca, ranking aplikacji, Układ krążenia Dodaj komentarzW czasach, kiedy prawie każdy ma komórkę, a wiele osób smartfony, rozwój mHealth napędzają przede wszystkim aplikacje. Mamy ich do wyboru, do koloru również z dziedziny zdrowia, dosłownie setki tysięcy (około 165 000). Niestety, duża ich część jest, w najlepszym przypadku, śmiesznie nieprzydatna, a w najgorszym – groźnie szkodliwa (jako przykład można podać aplikację mierzącą nam ciśnienie krwi, gdy przyłożymy palec do ekranu smartfona czy aplikację dla osób chorujących na chorobę dwubiegunową, w której jako lek na bezsenność polecane jest picie alkoholu). Oczywiście przy wyborze aplikacji i poleceniu jej pacjentom trzeba zawsze kierować się zdrowym rozsądkiem, czyli zasadą, że jeśli coś jest zbyt piękne, istnieje duża szansa na to, że nie jest prawdziwe.
W wyborze odpowiedniego produktu mHealth może pomóc też nowy serwis z recenzjami aplikacji i urządzeń medycznych, RANKED Health, stworzony przez Hacking Medicine Institute (HMi), organizację non-profit zajmującą się tematyką połączenia technologii i medycyny, która powstała przy Instytucie Technologicznym w Massachusetts (Massachusetts Institute of Technology, MIT), jednej z najlepszych uczelni na świecie.
Do oceny aplikacji twórcy RANKED Health używają systemu znanego z pism akademickich: każda z nich oceniana jest przez dwóch pracujących niezależnie od siebie ekspertów-recenzentów (klinicystów, pacjentów, naukowców z ośrodków badawczych), którzy skupiają się nie tylko na klinicznej przydatności produktu, ale także na jego bezpieczeństwie czy przyjazności dla użytkownika. Następnie oba teksty trafiają do redaktora, który odpowiada za przygotowanie jednej, spójnej wersji. Przy każdej recenzji pojawiają się też profesjonalne życiorysy wszystkich autorów z położeniem dużego nacisku na informacje o ewentualnym konflikcie interesów.
Na razie w serwisie oceniane są aplikacje z dwóch grup: skierowane do osób cierpiących na choroby przewlekłe, takie jak cukrzyca czy choroby układu krążenia, a także aplikacje dotyczące dużych grup pacjentów, np. służące do śledzenia objawów czy dbania o przyjmowanie leków.
Melomind: słuchawki z elektroencefalografią
Opublikowane: 15 Maj 2016 Filed under: Depresja, Prewencja | Tags: EEG, muzykologia, neurofeedback, neurologia, relaks, saturacja, stres, słuchawki 1 komentarzDo tej pory ambicją producentów nowoczesnych słuchawek, oprócz zapewniania nam doskonałych (i najlepiej bezprzewodowych) doznań muzycznych, było dostarczanie informacji pomocnych w dbaniu o zdrowie fizyczne. Jako przykład wystarczy podać słuchawki Dash, które opisywaliśmy na blogu w styczniu, które mają wbudowane diody LED służące do określania wysycenia krwi użytkownika tlenem. Co jednak z równie ważnym zdrowiem psychicznym?
Tematem tym zajęli się twórcy słuchawek Melomind (dostępne w przedsprzedaży), którzy obiecują, że ich urządzenie zapewni nam całe pokłady spokoju i relaksu. Melomind składa się z dwóch części: zwykłych słuchawek (można ich używać oddzielnie do “zwykłego” słuchania muzyki) oraz doczepianego do nich elementu z suchymi elektrodami EEG, które odbierają sygnały z kory mózgowej.
Po połączeniu słuchawek z aplikacją na smartfonie (na iOS i na Androida) urządzenie określa poziom naszego stresu i dobiera odpowiednią muzykę, która pomaga się nam zrelaksować. Bardzo ważną częścią całego procesu jest też neurofeedback: użytkownik Melomind otrzymuje informacje na temat swoich postępów, dzięki czemu uczy się je kontrolować. Jeśli zmienia się nasz poziom stresu, zmienia się też muzyka. Oczywiście twórcy urządzenia przypominają, że aby osiągnąć widoczne rezultaty, należy często z niego korzystać.
Dziennikarze, którzy mieli już okazję sprawdzić działanie Melomind, wypowiadają się na jego temat bardzo pozytywnie. Na rzecz Melomind przemawia też fakt, że urządzenie to zostało opracowane przy ścisłej współpracy ze znanym ośrodkiem neurologicznym (The Institut du Cerveau et de la Moelle épinière, ICM) paryskiego szpitala Pitié Salpétrière.
Materiały graficzne: Melomind



























